Londyn w weekend z dzieckiem. Co warto zobaczyć podczas pierwszej wizyty?

Londyn to miasto, którego chyba nikomu specjalnie przedstawiać nie trzeba. Czerwone piętrowe autobusy, charakterystyczne czarne taksówki, czerwone budki telefoniczne, Big Ben, Pałac Buckingham, Tower Bridge czy ogromne London Eye. Do tego królewska historia, słynne muzea, parki, teatry, gwarne ulice i dzielnice, które potrafią zmienić klimat dosłownie po przejściu kilku przecznic. 

Stolica Wielkiej Brytanii od lat jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast Europy i trudno się temu dziwić. Londyn ma w sobie coś, co sprawia, że nawet podczas krótkiego pobytu można poczuć, że naprawdę jest się w miejscu wyjątkowym.

Tylko jak pokazać Londyn komuś, kto jest tutaj pierwszy raz, mając do dyspozycji zaledwie weekend?

To pytanie pojawiło się u nas jeszcze przed wyjazdem. Tym razem do Londynu wybraliśmy się z Małolatą, dla której była to pierwsza wizyta w stolicy Wielkiej Brytanii. Chcieliśmy więc pokazać jej przede wszystkim to, z czym Londyn kojarzy się najbardziej. 

Zobaczyć słynne miejsca, przejść się ulicami centrum, stanąć pod Big Benem, zobaczyć Tower Bridge, Pałac Buckingham czy London Eye, a przy okazji poczuć atmosferę miasta również po zmroku

Jednocześnie nie chcieliśmy układać planu, który wyglądałby jak wyścig z zegarkiem. Londyn jest ogromny, a lista atrakcji, które można tutaj zobaczyć, właściwie nie ma końca.

Gdybyśmy chcieli wejść do każdego muzeum, zwiedzić wszystkie pałace, wieże i galerie, a do tego dokładnie poznać każdą dzielnicę, nawet tydzień mógłby okazać się niewystarczający.

A w dodatku podróż z dzieckiem rządzi się trochę innymi prawami.

Nie chodziło nam o to, żeby Małolata przez cały dzień słuchała historii kolejnych budynków i odhaczała następne punkty na naszej mapie.

 Chcieliśmy znaleźć taki sposób na zwiedzanie, żeby Londyn był dla niej ciekawy, różnorodny i przede wszystkim dawał frajdę. Dlatego już na etapie planowania zastanawialiśmy się, które miejsca mogą zainteresować dziecko, a które warto zobaczyć przede wszystkim dlatego, że podczas pierwszej wizyty w Londynie po prostu nie wypada ich pominąć.

Stąd w naszym planie pojawiło się między innymi Natural History Museum. Londyn ma mnóstwo fantastycznych muzeów, ale właśnie to wydało nam się najlepszym wyborem na pierwszy raz z dzieckiem. 

Zamiast kilku godzin oglądania eksponatów, których nazwy niewiele mówią młodszemu turyście, mamy tutaj ogromne szkielety dinozaurów, imponujące modele zwierząt, wieloryba i mnóstwo rzeczy, które można zobaczyć na własne oczy. 

To miejsce, w którym historia naturalna nie kończy się na przeczytaniu informacji na tabliczce, ale naprawdę pozwala zobaczyć coś, co robi wrażenie również na dziecku.

W planie znalazły się też miejsca związane z Harrym Potterem. Nie budowaliśmy oczywiście całego zwiedzania Londynu wokół filmu, ale skoro podróżowaliśmy z dzieckiem, chcieliśmy przemycić do naszego planu kilka takich punktów, które mogą być dodatkową atrakcją.

Londyn daje pod tym względem ogromne możliwości, bo wiele znanych miejsc i ulic pojawia się w filmach, a niektóre lokalizacje można po prostu zobaczyć podczas spaceru, bez konieczności kupowania kolejnego biletu.

Z drugiej strony nie chcieliśmy przesadzić również w drugą stronę. Londyn to nie tylko atrakcje dla dzieci. Jeżeli ktoś przyjeżdża tutaj pierwszy raz, trudno wyobrazić sobie wizytę bez zobaczenia jego najbardziej charakterystycznych symboli. Dlatego w naszym planie znalazły się między innymi Big Ben i Houses of Parliament, Westminster Abbey, Buckingham Palace, London Eye, Tower of London oraz Tower Bridge.

Nie wszędzie wchodziliśmy do środka. I to również było częścią naszego planu.

Przy krótkim, weekendowym wyjeździe trzeba czasami podjąć trudną decyzję: albo spędzić kilka godzin wewnątrz jednej atrakcji, albo wykorzystać ten czas na zobaczenie kilku kolejnych miejsc.

My tym razem postawiliśmy przede wszystkim na poznanie miasta i jego najważniejszych symboli z zewnątrz. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć znacznie więcej, a jednocześnie zostawić sobie powód, żeby kiedyś do Londynu wrócić i dokładniej zwiedzić miejsca, do których tym razem nie weszliśmy.

Co ważne, nie ograniczyliśmy się tylko do dziennego Londynu. Jednym z założeń naszego planu było również zobaczenie miasta po zmroku. Londyn wieczorem wygląda zupełnie inaczej niż w ciągu dnia, szczególnie gdy podświetlone zostają jego najbardziej charakterystyczne budynki.

Dlatego część najważniejszych punktów zaplanowaliśmy właśnie na wieczór. London Eye, Big Ben czy okolice Westminsteru po zmroku mają zupełnie inny klimat niż w środku dnia, a dodatkowo taki wieczorny spacer pozwala wykorzystać czas, który przy krótkim city breaku jest szczególnie cenny.

Nasz wyjazd nie był więc próbą zobaczenia wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Chcieliśmy stworzyć możliwie rozsądny plan na pierwszy kontakt z Londynem, który pozwoli zobaczyć najważniejsze miejsca, ale jednocześnie zostawi trochę przestrzeni na spacer, jedzenie, odpoczynek i zwykłe cieszenie się miastem.

W praktyce mieliśmy na zwiedzanie sobotnie popołudnie i wieczór oraz całą niedzielę. W poniedziałek rano czekał nas już powrót do domu. Nie był to więc pełny weekend od piątku do niedzieli, tylko naprawdę krótki city break, podczas którego każdą godzinę trzeba było dobrze wykorzystać.

I właśnie taki plan znajdziecie w tym artykule

Nie będzie to lista kilkudziesięciu londyńskich atrakcji, które można znaleźć w każdym przewodniku. Zamiast tego zabierzemy Was krok po kroku przez nasze dwa dni w Londynie. Pokażemy, co zobaczyliśmy, w jakiej kolejności ułożyliśmy poszczególne punkty, które miejsca oglądaliśmy tylko z zewnątrz, gdzie zdecydowaliśmy się wejść do środka i dlaczego właśnie tak podzieliliśmy zwiedzanie.

Będzie też trochę praktycznych informacji, które mogą przydać się podczas planowania własnego wyjazdu. Napiszemy, gdzie warto zarezerwować wejście wcześniej, ile czasu dobrze przeznaczyć na poszczególne atrakcje, jak połączyć je ze sobą w logiczną trasę i gdzie można zaoszczędzić czas.

Nie zabraknie również naszych doświadczeń z podróży z dzieckiem, bo to właśnie one pozwoliły nam sprawdzić, czy przygotowany wcześniej plan rzeczywiście działa w praktyce.

Jeżeli więc wybieracie się do Londynu pierwszy raz i macie do dyspozycji tylko dwa dni, ten artykuł jest właśnie dla Was. Jeżeli podróżujecie z dzieckiem, znajdziecie tutaj również pomysły na to, jak przeplatać klasyczne londyńskie atrakcje z miejscami, które mogą zainteresować młodszego turystę.

A jeżeli byliście już w Londynie, być może nasz plan będzie dla Was inspiracją do kolejnej wizyty.

Bo Londynu chyba nie da się zobaczyć w jeden weekend. Można jednak w ciągu tych dwóch dni zobaczyć naprawdę dużo i przede wszystkim poczuć atmosferę miasta, które ma zdecydowanie więcej do zaoferowania niż kilka słynnych zabytków.

My właśnie tak postanowiliśmy podejść do pierwszej londyńskiej przygody Małolaty. Najważniejsze symbole miasta, kilka miejsc z myślą o dziecku, odrobina filmowego Londynu, Natural History Museum, spacery po centrum i wieczorne oglądanie podświetlonych ikon stolicy.

A jak udało nam się to wszystko połączyć w zaledwie dwa dni?
Zobaczcie sami

Sobota w Londynie. Pierwsze popołudnie i transport po mieście.

Jeżeli przyjeżdżacie do Londynu tylko na weekend, musicie pogodzić się z jednym. Pierwszy dzień zwiedzania będzie prawdopodobnie trochę krótszy. Niezależnie od tego, czy dotrzecie tutaj samolotem, pociągiem czy samochodem, zanim ruszycie na miasto, trzeba jeszcze dostać się do hotelu, zostawić bagaże, zameldować się i dopiero wtedy można naprawdę rozpocząć zwiedzanie.

Dlatego przy planowaniu dwudniowego pobytu warto od początku założyć, że sobotnie popołudnie będzie miało zupełnie inny charakter niż cała niedziela.

My do Londynu przyjechaliśmy pociągiem. Po dotarciu na miejsce pojechaliśmy do hotelu, zostawiliśmy rzeczy i mogliśmy wreszcie ruszyć na pierwsze spotkanie z Londynem. I tutaj od razu jedna ważna rzecz, czyli transport.

Jeżeli macie zamiar poruszać się po Londynie samochodem, to naszym zdaniem nie jest to najlepszy pomysł. 

Oczywiście można przyjechać autem, zostawić je na cały pobyt przy hotelu i później korzystać z niego tylko wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebne.

Samo przemieszczanie się po centrum samochodem przy tak krótkim wyjeździe może jednak zabrać więcej czasu, niż dać korzyści. My postawiliśmy więc na londyńskie metro i był to bardzo dobry wybór.

Londyńskie Underground jest ogromne i na pierwszy rzut oka może wyglądać jak mapa stworzona specjalnie po to, żeby turysta dostał lekkiego zawrotu głowy. Mnóstwo linii, stacji, przesiadek i kierunków.

Nie będę więc udawał, że warto nauczyć się tego wszystkiego przed wyjazdem, bo sam nie mam pamięci do zapamiętywania takich rzeczy, a przy dwudniowym pobycie naprawdę nie ma takiej potrzeby.

Wystarczy zaprzyjaźnić się z trzema wujkami.

Wujek Google, wujek Google Maps i wujek ChatGPT.

Brzmi trochę jak początek rodzinnej historii, ale w praktyce działa świetnie. Wpisujecie, skąd chcecie jechać i dokąd chcecie dotrzeć, a aplikacja pokazuje Wam, na którą stację wejść, którą linią pojechać, gdzie się przesiąść i na której stacji wysiąść. 

Przy takim wyjeździe naprawdę nie ma sensu uczyć się na pamięć całej londyńskiej sieci metra. Lepiej po prostu sprawdzać trasę na bieżąco.

Do tego dochodzi jeszcze bardzo wygodna forma płatności. Przy korzystaniu z transportu publicznego w Londynie można używać płatniczej karty zbliżeniowej albo odpowiedniego urządzenia, zamiast za każdym razem kupować osobny bilet. Przykładacie kartę przy wejściu na stację, a później przy wyjściu i system nalicza właściwą opłatę zgodnie z zasadami taryfy. Przy częstym korzystaniu z komunikacji działają również dzienne limity opłat, dzięki czemu nie trzeba za każdym przejazdem zastanawiać się, jaki bilet kupić.

Dla nas było to rozwiązanie zdecydowanie najwygodniejsze. Wsiadamy, jedziemy, wysiadamy i tyle. A przy krótkim wyjeździe każda minuta jest cenna.

Kiedy mieliśmy już za sobą podróż, hotel i pierwsze logistyczne ogarnięcie całego wyjazdu, zostało nam tylko jedno. Wyjść na miasto.

 tutaj również nie chcieliśmy od razu rzucać się na drugi koniec Londynu. Skoro mieliśmy przed sobą zaledwie sobotnie popołudnie i wieczór, postanowiliśmy wykorzystać ten czas możliwie rozsądnie. Wybraliśmy część centrum, w której wiele ciekawych miejsc znajduje się stosunkowo blisko siebie. Dzięki temu zamiast tracić czas na kolejne przejazdy, mogliśmy po prostu spacerować od jednego punktu do następnego.

Naszym pierwszym celem było Piccadilly Circus, a później ruszyliśmy pieszo przez okolice Soho, kierując się w stronę Chinatown. Po drodze chcieliśmy zobaczyć kilka charakterystycznych miejsc tej części Londynu, a przy okazji znaleźć coś do jedzenia. Było już popołudnie, więc taki układ idealnie pasował do naszego planu.

Trochę zwiedzania, trochę spaceru, trochę londyńskiego klimatu i na koniec obiad.

To właśnie tutaj zaczęła się nasza pierwsza londyńska trasa, podczas której odwiedziliśmy między innymi Piccadilly Circus, Soho Square, Spirit of Soho Mural, Carnaby Street, Chinatown Gate, Gerrard Street oraz Leicester Square.

A po zmroku okolice Westminster i podświetlone jego najbardziej rozpoznawalne symbole czyli Big Ben i London Eye. 

Nie traktowaliśmy tego jednak jako sztywnej listy atrakcji do odhaczenia. Chodziło raczej o przejście przez jedną z najbardziej charakterystycznych części centrum Londynu i zobaczenie kilku miejsc, które dobrze pokazują jego różnorodność. Od wielkich ekranów Piccadilly Circus, przez klimatyczne uliczki Soho, aż po kolorowe i pełne życia Chinatown.

A ponieważ był to dopiero początek naszego londyńskiego weekendu, nie chcieliśmy spędzić całego popołudnia w jednym miejscu. Ten fragment dnia miał być przede wszystkim lekkim wejściem w miasto. Bez gonitwy, bez wielogodzinnego zwiedzania wnętrz i bez próby zobaczenia połowy Londynu w kilka godzin.

Na najważniejsze londyńskie symbole mieliśmy jeszcze wieczór.

Ale zanim zrobiło się ciemno, czekał nas spacer przez centrum, kilka ciekawych miejsc po drodze i oczywiście obiad w Chinatown.

No to ruszamy. Pierwszy przystanek: Piccadilly Circus.

1.Piccadilly Circus

Pierwszym przystankiem naszego sobotniego spaceru było Piccadilly Circus, czyli jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w centrum Londynu. Jeśli wybieracie się tutaj z dziećmi, możecie od razu przygotować je na mały miejski spektakl. Z jednej strony charakterystyczna fontanna z figurą Anterosa, z drugiej ogromne elektroniczne ekrany, a dookoła ruchliwe ulice, czerwone autobusy i tłum ludzi.

Najwięcej uwagi prawdopodobnie przyciągną oczywiście wielkie ekrany. Zajmują sporą część fasady budynku i wyświetlają kolorowe reklamy, dlatego z daleka można odnieść wrażenie, że trafiliśmy do małej londyńskiej wersji nowojorskiego Times Square. Tylko właśnie… małej. Jeśli ktoś widział wcześniej Times Square w Nowym Jorku, Piccadilly Circus raczej nie zrobi aż takiego efektu.

Jeśli jednak Londyn jest Waszą pierwszą dużą miejską przygodą, warto tutaj przyjść, bo miejsce jest bardzo charakterystyczne i od razu daje poczucie, że naprawdę zaczęliśmy zwiedzanie stolicy Wielkiej Brytanii.

A kiedy już nacieszymy się reklamami, warto spojrzeć również na samą fontannę i figurę stojącą nad nią. To właśnie charakterystyczny punkt placu, który od lat jest jednym z symboli Piccadilly Circus.

Warto też wiedzieć, że nazwa Piccadilly Circus może być trochę myląca. Małolata, kiedy po raz pierwszy usłyszała nazwę tego miejsca, od razu skojarzyła „Circus” z cyrkiem i zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafimy właśnie na jakiś cyrk. Tym bardziej że klaunów raczej nie darzy szczególną sympatią. 

Na szczęście żadnego cyrku tutaj nie było. Słowo „circus” odnosi się do okrągłego placu lub skrzyżowania, a „Piccadilly” pochodzi od nazwy XVII-wiecznego kołnierza zwanego piccadill. Tak więc nazwa brzmi trochę cyrkowo, ale z cyrkiem nie ma tutaj nic wspólnego.

Na sam plac nie trzeba przeznaczać dużo czasu. Wystarczy chwila, żeby zobaczyć ekrany, fontannę, zrobić zdjęcia i ruszyć dalej.

2. Soho Square i Spirit of Soho Mural

Z Piccadilly Circus ruszyliśmy w stronę Soho Square, niewielkiego, zielonego placu ukrytego pomiędzy gęstą zabudową londyńskiego West Endu.

To miejsce ma zupełnie inny charakter niż ruchliwe Piccadilly. Zamiast wielkich ekranów i nieustannego ruchu jest trochę zieleni, drzewa, ławki i sporo osób, które przychodzą tutaj po prostu odpocząć.

Soho Square istnieje od lat 80. XVII wieku, a jego najbardziej charakterystycznym elementem jest stojący pośrodku niewielki, drewniany pawilon. 

Powstał w 1895 roku i swoim wyglądem rzeczywiście przypomina trochę starodawny domek. My żartowaliśmy, że wygląda jak całkiem elegancki domek dla gołębi, których zresztą w okolicy nie brakowało.

Nie zatrzymywaliśmy się tutaj na długo. Obeszliśmy plac, zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej, bo kawałek dalej czekał na nas Spirit of Soho Mural.

Ten kolorowy mural znajduje się na rogu Carnaby Street i Broadwick Street i powstał w ramach lokalnego projektu społecznego, którego celem było pokazanie historii oraz charakteru Soho. 

Prace zakończono w 1991 roku, a za jego stworzenie odpowiadał zespół artystów związany z Free Form Arts Trust przy współpracy lokalnej społeczności.

I tutaj warto na chwilę zwolnić, szczególnie jeśli zwiedzacie Londyn z dzieckiem. Na pierwszy rzut oka jest to po prostu duży, kolorowy mural, ale kiedy przyjrzymy mu się dokładniej, zaczyna opowiadać historię całej dzielnicy.

W centralnej części widzimy świętą Annę, a jej rozłożona suknia przedstawia mapę Soho. Wokół niej pojawiają się charakterystyczne miejsca, zawody i postacie związane z tą częścią Londynu. Na muralu można znaleźć między innymi Karola Marksa, Williama Blake’a czy Casanovę. Są też psy i zające, które nawiązują do czasów, kiedy te tereny były królewskim terenem łowieckim

Ciekawostką jest również znajdujący się przy muralu zegar. O pełnej godzinie niektóre przedstawione na nim postacie wykonują drobne ruchy. Karl Marx sięga po Coca-Colę, Teresa Cornelys mruga do Casanovy, a Casanova odpowiada jej pocałunkami. Jeśli więc traficie tutaj o właściwej porze, warto chwilę poczekać.

Dla nas był to krótki, ale bardzo przyjemny fragment spaceru. Soho Square dało nam chwilę odpoczynku od ruchliwych ulic, a Spirit of Soho Mural był ciekawym przykładem tego, jak kawałek ściany może opowiedzieć historię całej dzielnicy.

3. Carnaby Street

Od Spirit of Soho Mural ruszyliśmy dalej w stronę Chinatown, ale zanim tam dotarliśmy, czekał nas jeszcze jeden charakterystyczny fragment Londynu, czyli Carnaby Street.

Dzisiaj jest to przede wszystkim kolorowa, piesza ulica pełna sklepów, restauracji, kawiarni i charakterystycznych dekoracji. Warto jednak wiedzieć, że Carnaby Street ma znacznie ciekawszą historię niż mogłoby się wydawać.

W latach 60. XX wieku stała się jednym z najważniejszych miejsc londyńskiej mody i kultury młodzieżowej. To właśnie tutaj rozwijała się moda związana z ruchem mods, a ulica szybko zaczęła przyciągać młodych ludzi szukających nowych ubrań, muzyki i stylu. Z czasem Carnaby Street stała się wręcz symbolem „Swinging London”

Jeżeli chcecie opowiedzieć o tym dziecku, można zrobić z tego całkiem fajną ciekawostkę. Kilkadziesiąt lat temu po tych samych ulicach przechadzała się młodzież, która chciała wyglądać i ubierać się zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenie. Carnaby Street była wtedy miejscem, w którym pojawiały się nowe trendy, a moda mieszała się z muzyką i kulturą. Jej popularność była tak duża, że nawet The Kinks w 1966 roku nawiązali do fenomenu Carnaby Street w piosence „Dedicated Follower of Fashion”.

Dzisiaj klimat jest oczywiście zupełnie inny, ale spacer tą ulicą nadal jest przyjemnym elementem zwiedzania. Carnaby Street jest niewielka, więc nie potrzeba tutaj dużo czasu. Warto przejść się spokojnie, obejrzeć kolorowe fasady, witryny sklepów, dekoracje i zajrzeć w boczne uliczki. Szczególnie ciekawie wyglądają również wejścia w okolice Kingly Court, gdzie znajdziemy kolejne restauracje, sklepy i miejsca, w których można na chwilę zejść z głównego szlaku.

Dla dziecka nie jest to może atrakcja w takim znaczeniu jak muzeum czy wielki londyński zabytek, ale właśnie dlatego dobrze sprawdza się jako fragment spaceru. Nie trzeba tutaj niczego zwiedzać ani kupować. Wystarczy przejść ulicą, pooglądać kolorowe witryny i chłonąć atmosferę tej części Londynu.

My również potraktowaliśmy Carnaby Street właśnie w ten sposób. Kilkanaście minut spaceru, kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej.

4. Chinatown. Chińska brama, lampiony i obiad w sercu Londynu

Po przejściu Carnaby Street ruszyliśmy dalej w kierunku Chinatown. Zaledwie kilka minut spaceru wystarczyło, żeby charakterystyczne kolorowe ulice Soho ustąpiły miejsca chińskim lampionom, azjatyckim szyldom i zupełnie innemu klimatowi.

Głównym punktem tej części dzielnicy jest Gerrard Street, przy której znajdziemy mnóstwo restauracji, sklepów i charakterystycznych chińskich dekoracji. Warto przejść się spokojnie ulicą, zajrzeć w boczne uliczki i zwrócić uwagę na detale. Czerwone lampiony wiszące nad głowami, chińskie napisy, kolorowe szyldy i kamienne lwy sprawiają, że przez chwilę można zapomnieć, że nadal jesteśmy w centrum Londynu.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Chinatown są oczywiście chińskie bramy. Ta przy Wardour Street została otwarta w 2016 roku i wykonana została przez chińskich rzemieślników w stylu charakterystycznym dla dynastii Qing. Warto się przy niej zatrzymać, bo jest bardzo efektownym wejściem do tej części dzielnicy.

Dzisiejsze Chinatown zaczęło rozwijać się właśnie tutaj dopiero w połowie XX wieku. Wcześniej londyńska społeczność chińska była związana przede wszystkim z Limehouse we wschodniej części miasta.

Po II wojnie światowej coraz więcej Chińczyków zaczęło przenosić się w okolice Soho, a w latach 50. zaczęły powstawać tutaj restauracje i sklepy. Popularność kuchni chińskiej szybko przyciągnęła kolejnych mieszkańców i przedsiębiorców, a w kolejnych dekadach dzielnica rozrosła się do miejsca, które znamy dzisiaj.

Dla dziecka Chinatown jest zresztą bardzo wdzięcznym miejscem do zwiedzania. Nie trzeba tutaj prowadzić długiego wykładu o historii dzielnicy. Wystarczy zwrócić uwagę na lampiony, chińskie znaki, smoki, lwy i kolorowe dekoracje. Można też potraktować spacer jak małe poszukiwanie szczegółów i sprawdzić, ile różnych rzeczy uda się znaleźć po drodze.

Czas na obiad

Chinatown idealnie pasowało do naszego planu również z bardzo praktycznego powodu. Było już popołudnie, więc nadszedł czas na obiad, a trudno chyba znaleźć lepsze miejsce w tej części Londynu na wybór kuchni azjatyckiej.

W okolicy działa ogromna liczba restauracji i lokali z kuchnią chińską oraz innych krajów Azji Wschodniej.

My osobiście bardzo lubimy kuchnię chińską, więc wybór miejsca na posiłek nie był dla nas szczególnie trudny.

Przy planowaniu podobnego weekendu z dzieckiem warto właśnie tutaj zaplanować przerwę na jedzenie. Nie tylko można dobrze zjeść, ale przy okazji odpocząć przed dalszym spacerem

Jeżeli więc układacie zwiedzanie Londynu według naszego planu, Chinatown jest bardzo dobrym miejscem na popołudniowy obiad. Zamiast specjalnie szukać restauracji gdzieś dalej, można połączyć zwiedzanie z posiłkiem i przy okazji zobaczyć jedną z najbardziej charakterystycznych dzielnic centrum Londynu.

5. Leicester Square. Paddington, Harry Potter i filmowi bohaterowie

Z Chinatown ruszyliśmy w stronę Leicester Square, gdzie czekała na nas kolejna porcja Londynu w trochę bardziej filmowym wydaniu.

Sam plac jest jednym z najbardziej znanych miejsc West Endu, ale nas najbardziej zainteresowały Leicester Square Gardens i rozsiane wokół nich rzeźby przedstawiające bohaterów filmów.

W samym środku ogrodów znajduje się charakterystyczna fontanna, której centralnym punktem jest marmurowy pomnik Willama Szekspira. Został ustawiony tutaj w 1874 roku i do dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Leicester Square Gardens.

Wokół ogrodów znajdziemy też inne historyczne popiersia i rzeźby, ale naszą uwagę znacznie bardziej przyciągnęły te związane z kinem.

To właśnie tutaj Małolata zrobiła sobie zdjęcie z Paddingtonem, a ja oczywiście nie mogłem odpuścić sobie fotografii z Harrym Potterem lecącym na miotle. Po drodze znaleźliśmy też Mary Poppins z charakterystycznym parasolem, a kawałek dalej Gene’a Kelly’ego, który wisi na latarni, odtwarzając słynną scenę z filmu Deszczowa piosenka. Wypatrzyliśmy również duet Flip i Flap, czyli Stan Laurel i Oliver Hardy.

Co ciekawe, skład filmowych postaci można zmieniać, dlatego nie przywiązywałbym się tutaj do konkretnej listy. Scenes in the Square to bezpłatny szlak filmowych rzeźb, który zmienia się i jest rozbudowywany o kolejne postacie oraz sceny. Dlatego podczas Waszej wizyty możecie znaleźć tutaj nieco innych bohaterów niż my. Warto po prostu rozejrzeć się dokładnie i potraktować Leicester Square jak małe polowanie na filmowe postacie.

I właśnie to sprawia, że Leicester Square jest bardzo fajnym miejscem na spacer z dzieckiem. Zamiast po prostu przejść przez kolejny londyński plac, można urządzić sobie małą zabawę w poszukiwanie znanych bohaterów. Jedni stoją na poziomie ulicy, inni są umieszczeni wyżej, a niektóre rzeźby zostały zaprojektowane tak, aby odtwarzać charakterystyczne sceny filmowe.

W samych ogrodach znajduje się również fontanna z wodnym placem zabaw, która podczas naszego pobytu, przy ciepłej pogodzie, była uruchomiona. Woda wytryskuje bezpośrednio z poziomu posadzki, dlatego dla dzieci może być to dodatkowa atrakcja i okazja do ochłody. Małolata tym razem odpuściła wodne szaleństwo, bo nie mieliśmy ze sobą ubrań na zmianę, ale jeśli traficie tutaj w ciepły dzień, warto mieć to na uwadze.

Leicester Square okazał się więc dla nas miejscem, gdzie można połączyć zwykły spacer po centrum Londynu z odrobiną filmowej zabawy. A przy okazji zrobić kilka zdjęć z bohaterami, których dzieci znają z ekranów.

6. London Eye po zmroku i spacer w stronę Big Bena

Z Leicester Square ruszyliśmy już w stronę Westminsteru. Było coraz później, ale wciąż jasno i ciepło, dlatego zamiast podjeżdżać metrem aż pod sam Westminster, wysiedliśmy przystanek wcześniej i postanowiliśmy przejść ostatni kawałek pieszo wzdłuż Tamizy.

To był bardzo dobry wybór. W okolicy New Scotland Yard znaleźliśmy miejsce przy samej rzece, gdzie można usiąść na schodach i murku, odpocząć i jednocześnie mieć świetny widok na London Eye.

W pobliżu znajduje się też niewielka przystań, przy której zatrzymują się turystyczne statki pływające po Tamizie. Do Big Bena mieliśmy stąd około pięciu minut spacerem.

Do zmroku zostało jeszcze mniej więcej godzinę, więc zamiast się spieszyć, po prostu usiedliśmy i czekaliśmy, aż Londyn pokaże swoje nocne oblicze. Było wyjątkowo przyjemnie. Ciepły wieczór, prawie bez wiatru, szum rzeki, przepływające łodzie i coraz więcej ludzi, którzy podobnie jak my znaleźli sobie miejsce nad Tamizą. 

Warto w takim miejscu po prostu zwolnić. Nie wszystko podczas zwiedzania Londynu musi polegać na odhaczaniu kolejnych punktów na mapie.

Kiedy zrobiło się ciemniej, London Eye zostało podświetlone. Poczekaliśmy jeszcze chwilę, zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy spacerem wzdłuż rzeki w kierunku Westminsteru. Po drodze warto zwracać uwagę na liczne pomniki i miejsca pamięci, których w tej części Londynu naprawdę nie brakuje.

Po kilku minutach dotarliśmy pod Westminster Bridge. Z bliska Big Ben robi ogromne wrażenie, szczególnie po zmroku, kiedy wieża i fasada parlamentu są efektownie oświetlone. Ciepłe światło nadaje im złotego odcienia co daje wrażenie, jakby cały Westminster został wykonany ze złota.

Przeszliśmy jeszcze kawałek na drugą stronę mostu, żeby spojrzeć na cały kompleks z nieco większej odległości i zrobić kilka zdjęć.

Na tym zakończyliśmy pierwszy dzień. Nie próbowaliśmy już dokładać kolejnych atrakcji. Chodziło nam przede wszystkim o to, żeby zobaczyć London Eye i Big Bena po zmroku, a następnego dnia wrócić w okolice Westminsteru już za dnia i spokojnie zwiedzić więcej z tej części Londynu. Dzięki temu nie musieliśmy wybierać między oglądaniem tych miejsc w dzień i wieczorem. Mogliśmy zobaczyć je w obu odsłonach, a przy okazji pierwszy dzień zakończyć przyjemnym spacerem nad Tamizą.

Niedziela. Westminster za dnia

Niedzielny poranek zaczęliśmy ponownie w Westminsterze. Poprzedniego wieczoru oglądaliśmy Big Bena i okolice po zmroku, dlatego tym razem chcieliśmy zobaczyć tę część Londynu w świetle dnia i spokojnie przejść pomiędzy najważniejszymi miejscami.

Plan na ten dzień mieliśmy ułożony dość konkretnie, ponieważ na południe mieliśmy zaplanowaną wizytę w Natural History Museum. Dzięki temu pierwszą część dnia przeznaczyliśmy na Westminster i okolice, a później ruszyliśmy dalej, zgodnie z przygotowaną wcześniej trasą.

Do żadnej z tutejszych atrakcji nie wchodziliśmy. Przy tak krótkim wyjeździe zdecydowaliśmy, że tym razem zobaczymy je z zewnątrz, skupiając się na najważniejszych miejscach i atmosferze tej części Londynu.

7. Big Ben i Houses of Parliament

Pierwszym celem był oczywiście Big Ben i Pałac Westminsterski, czyli chyba najbardziej rozpoznawalny widok całego Londynu. I tutaj od razu mała ciekawostka, którą warto przekazać dziecku: Big Ben to tak naprawdę nie nazwa wieży. Oficjalnie wieża nazywa się Elizabeth Tower, natomiast Big Ben to nazwa znajdującego się w niej Wielkiego Dzwonu.

Nazwa Elizabeth Tower pojawiła się dopiero w 2012 roku, kiedy przemianowano ją z okazji Diamentowego Jubileuszu królowej Elżbiety II.

Sama historia tego miejsca jest zresztą całkiem ciekawa. Obecny Pałac Westminsterski powstał po wielkim pożarze z 1834 roku, który niemal doszczętnie zniszczył wcześniejszy kompleks parlamentarny. Nowy budynek zaprojektował Charles Barry, a za wiele charakterystycznych gotyckich detali odpowiadał Augustus Welby Pugin. Budowa nowego pałacu rozpoczęła się w 1840 roku, a prace nad wieżą zegarową ruszyły kilka lat później.

Sam Big Ben po raz pierwszy zabrzmiał w 1859 roku, choć jego początki wcale nie były tak bezproblemowe, jak można by się spodziewać. Pierwszy odlany dzwon pękł podczas testów. Drugi, który znamy dzisiaj, również szybko nabawił się pęknięcia. Ostatecznie obrócono go o 90 stopni i zastosowano lżejszy młot. Co ciekawe, ślad po pęknięciu nadal jest widoczny na dzwonie.
I właśnie takie ciekawostki sprawiają, że Big Ben można całkiem fajnie pokazać dziecku. Zamiast powiedzieć tylko: „Oto słynna londyńska wieża”, można opowiedzieć, że w środku znajduje się ogromny dzwon ważący około 13,7 tony, a wskazówki zegara mają kilka metrów długości. Cała Elizabeth Tower ma 96 metrów wysokości i 11 kondygnacji. 

My oczywiście nie wchodziliśmy do środka. Przy naszym krótkim pobycie zależało nam przede wszystkim na zobaczeniu najważniejszych symboli Londynu, a ten widok zdecydowanie warto mieć na swojej liście. Stanęliśmy więc przed Pałacem Westminsterskim, zrobiliśmy kilka zdjęć i spokojnie obeszliśmy okolicę, oglądając charakterystyczną architekturę budynku.

Warto też spojrzeć na samą wieżę trochę szerzej, bo z bliska łatwo skupić się wyłącznie na ogromnym zegarze. Na fasadzie znajdziemy mnóstwo drobnych zdobień i symboli związanych między innymi z czterema częściami Zjednoczonego Królestwa.

Po wieczornym widoku Big Bena mieliśmy więc okazję zobaczyć go jeszcze raz, tym razem za dnia. I dobrze, że tak zaplanowaliśmy ten weekend. Nie trzeba wchodzić do każdej atrakcji, żeby poczuć klimat Londynu. Czasami wystarczy dobrze zaplanować trasę, przejść się między najważniejszymi miejscami i dać sobie chwilę na spokojne oglądanie tego, po co właściwie tutaj przyjechaliśmy.

8. Westminster Abbey

Z pod Big Bena ruszyliśmy dalej w stronę Westminster Abbey, które znajduje się zaledwie kilka minut spacerem od Pałacu Westminsterskiego.

Po drodze przeszliśmy przez Parliament Square, gdzie znajduje się sporo interesujących pomników. Można tam zobaczyć między innymi Winstona Churchilla, Nelsona Mandelę, Mahatmę Gandhiego czy Davida Lloyd George’a. Jest tutaj również pomnik Millicent Fawcett, działaczki na rzecz praw kobiet, który został odsłonięty w 2018 roku jako pierwszy pomnik kobiety w Parliament Square. 

To właściwie taki dodatkowy punkt spaceru, którego nie trzeba specjalnie planować. Idąc w stronę Westminster Abbey, wystarczy rozejrzeć się dookoła i poświęcić kilka minut na obejrzenie znajdujących się tutaj postaci. Szczególnie dla dziecka może być to fajna okazja, żeby zamiast kolejnego zabytku po prostu pokazać mu kilka znanych osób i w paru zdaniach opowiedzieć, kim były.

Westminster Abbey to miejsce, którego historia sięga ponad tysiąca lat. Pierwszy kościół w tym miejscu został założony przez króla Edwarda Wyznawcę w XI wieku, a obecna gotycka świątynia zaczęła powstawać w 1245 roku za panowania Henryka III. Przez kolejne stulecia opactwo było świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii angielskiej i brytyjskiej monarchii.

To właśnie tutaj odbywały się koronacje brytyjskich monarchów. Pierwszą koronacją w obecnym opactwie była koronacja Edwarda I w 1274 roku, a tradycja ta przetrwała do czasów współczesnych. W Westminster Abbey koronowano również królową Elżbietę II, a ostatnią koronacją była ceremonia Karola III w 2023 roku.

Ale Westminster Abbey to nie tylko koronacje. W środku znajduje się również miejsce pochówku wielu królów i królowych, a także groby oraz miejsca pamięci poświęcone wybitnym postaciom brytyjskiej historii, nauki i kultury. Znajdziemy tutaj między innymi Grobowiec Nieznanego Wojownika, a także słynny Poets’ Corner, czyli Zakątek Poetów, związany między innymi z Geoffreyem Chaucerem, Charlesem Dickensem czy Williamem Szekspirem.

Dla dziecka sama historia może oczywiście brzmieć trochę poważnie, dlatego można podejść do tego miejsca nieco inaczej. Wystarczy powiedzieć, że stoimy przed kościołem, w którym przez setki lat koronowano angielskich, a później brytyjskich królów i królowe. 

Można też zwrócić uwagę na ogromne wieże, gotyckie łuki, liczne rzeźby i detale na fasadzie. Przy takiej architekturze naprawdę jest na czym zawiesić oko.

My ograniczyliśmy się do obejścia opactwa i kilku zdjęć. Nie chcieliśmy tego poranka spędzać wyłącznie w jednym miejscu, ponieważ przed południem mieliśmy jeszcze kilka punktów do zobaczenia. Westminster Abbey potraktowaliśmy więc jako kolejny ważny element spaceru po historycznym centrum Londynu.

9. The King’s Life Guard na Whitehall

Po Westminster Abbey ruszyliśmy dalej spacerem w stronę Whitehall, gdzie czekał na nas kolejny bardzo londyński widok, tym razem z końmi, mundurami i królewską tradycją.

Guards stoją konni żołnierze The King’s Life Guard, czyli oddział Household Cavalry odpowiedzialny za ochronę oficjalnego wejścia do St James’s Palace i Buckingham Palace. Tradycja pełnienia tutaj służby sięga czasów restauracji monarchii w 1660 roku.

Najbardziej charakterystyczny widok znajdziemy przy wejściu od strony Whitehall. Dwóch konnych strażników stoi tam na posterunku, a ich służba trwa od godziny 10:00 do 16:00. Co godzinę następuje również zmiana posterunków.
Dla Małolaty, która jest wielką miłośniczką zwierząt, największą atrakcją były oczywiście konie. Wysokie, dostojne zwierzęta, żołnierze w charakterystycznych mundurach i cała królewska oprawa tworzą widok, obok którego trudno przejść obojętnie. Warto tylko pamiętać, żeby zachować odpowiednią odległość i nie próbować podchodzić zbyt blisko do koni.
Jeżeli traficie tutaj o odpowiedniej porze, możecie również zobaczyć ceremonię związaną ze zmianą lub inspekcją straży. W weekendy inspekcja oficera odbywa się o 11:00, natomiast codziennie o 16:00 odbywa się krótka ceremonia kończąca służbę konnych wartowników. 
My nie planowaliśmy specjalnie polowania na konkretną ceremonię. Chodziło nam przede wszystkim o przejście przez Whitehall i zobaczenie tego charakterystycznego fragmentu Londynu po drodze do kolejnych miejsc. I właśnie w takim układzie ten punkt sprawdza się bardzo dobrze, bo nie wymaga poświęcania dużej ilości czasu.

10. St James’s Park. Zielona oaza w sercu Londynu

Na naszej trasie przyszedł moment na spacer przez St James’s Park, jeden z najbardziej znanych królewskich parków Londynu. To ponad 23 hektary zieleni położonej pomiędzy Buckingham Palace, St James’s Palace i budynkami przy Whitehall. Dzisiaj trudno uwierzyć, że w miejscu, w którym spacerują turyści, odpoczywają mieszkańcy i żyją dziesiątki gatunków ptaków, jeszcze kilkaset lat temu znajdowały się podmokłe tereny.

Historia parku sięga początku XVII wieku, kiedy król Jakub I polecił osuszyć i uporządkować ten obszar. Początkowo nie był to jednak park w dzisiejszym rozumieniu. Teren wykorzystywano między innymi jako miejsce hodowli kaczek, a później powstał tutaj ogród jeleni. Dopiero za panowania Karola II St James’s Park zaczął nabierać bardziej reprezentacyjnego charakteru. W XVIII wieku jego wygląd zmienił słynny architekt krajobrazu John Nash, nadając mu formę zbliżoną do tej, którą znamy obecnie.

Centralnym elementem parku jest jezioro, wokół którego prowadzi przyjemna trasa spacerowa. To właśnie ono przyciąga sporą część tutejszego ptactwa. Wśród zieleni i kwiatów można wypatrzyć między innymi kaczki, gęsi, łabędzie i różne gatunki wodnych ptaków. Latem, kiedy odwiedziliśmy park, kwitło tutaj sporo roślin, dzięki czemu całość była naprawdę kolorowa.

Największą ciekawostką są jednak pelikany, które są mieszkańcami St James’s Park od ponad 400 lat. Pierwsze ptaki trafiły tutaj w 1664 roku jako prezent dla króla Karola II od rosyjskiego ambasadora. Pelikany do dziś można spotkać w okolicach jeziora, a informacje o tutejszych ptakach znajdziemy na specjalnych tablicach ustawionych w parku.

My również je zauważyliśmy, chociaż tym razem z pewnej odległości. Siedziały spokojnie na jednej z wysepek, więc nie mieliśmy okazji przyjrzeć im się z bliska. Dla Małolaty samo wypatrywanie kolejnych ptaków było jednak całkiem fajnym elementem spaceru.

Po drodze trafiliśmy również na niewielki parkowy domek z przylegającym ogródkiem, w którym rosły różne zioła i warzywa. Zauważyliśmy, że zatrzymywały się przy nim inne dzieci, a rodzice pokazywali im, jak wyglądają rosnące rośliny. Taki drobny szczegół, ale właśnie dzięki takim rzeczom spacer przez park nie sprowadza się wyłącznie do przejścia z jednego punktu do drugiego.

St James’s Park potraktowaliśmy więc jako spokojniejszy fragment naszej trasy. Trochę zieleni, kwiatów, ptaków i wody, a do tego widok na otaczające park królewskie budynki. Spacerowaliśmy dalej w stronę Buckingham Palace, powoli zbliżając się do kolejnego obowiązkowego punktu naszej niedzielnej trasy.

11. Buckingham Palace. Królewska rezydencja i Queen Victoria Memorial

Ze St James’s Park skierowaliśmy się w stronę The Mall, reprezentacyjnej alei prowadzącej prosto w kierunku Buckingham Palace. To fragment Londynu, gdzie trudno nie poczuć, że zbliżamy się do miejsca mocno związanego z brytyjską monarchią. Szeroka aleja, czerwone elementy drogi, królewskie symbole i w końcu widok pałacu sprawiają, że spacer sam w sobie jest częścią atrakcji.

Na końcu The Mall czeka Queen Victoria Memorial, ogromny pomnik królowej Wiktorii stojący przed główną bramą Buckingham Palace. Monument odsłonięto w 1911 roku, kilka lat po śmierci monarchini, która panowała przez ponad 63 lata. W centralnej części pomnika znajduje się wykonana z białego marmuru postać Wiktorii, a nad nią góruje pozłacana figura uskrzydlonego Zwycięstwa. Całość ma około 25 metrów wysokości i trudno przejść obok niej obojętnie.
 

Sam Buckingham Palace jest oficjalną londyńską rezydencją brytyjskiego monarchy od 1837 roku, kiedy na tron wstąpiła właśnie królowa Wiktoria. Wcześniej był znacznie skromniejszą rezydencją znaną jako Buckingha House. 

Z czasem budynek rozbudowano i przekształcono w pałac, który dzisiaj jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu.

Przed pałacem oczywiście nie brakowało ludzi. Sporo osób stało przy bramach, a część wyraźnie czekała na zmianę warty. My również trafiliśmy na moment, kiedy królewscy strażnicy pojawiali się przed pałacem i maszerowali pomiędzy posterunkami. Nie oglądaliśmy całej ceremonii, ale już samo zobaczenie charakterystycznych żołnierzy w mundurach było ciekawym doświadczeniem.

Dla Małolaty była to kolejna okazja, żeby zobaczyć na żywo coś, co wcześniej kojarzyła głównie z filmów i zdjęć. Czerwone mundury, charakterystyczne czapki i strażnicy maszerujący przed pałacem tworzą obraz, który chyba na dobre stał się częścią londyńskiego krajobrazu.

Na Buckingham Palace nie mogliśmy jednak przeznaczyć zbyt dużo czasu. Zbliżała się nasza zaplanowana godzina wejścia do Natural History Museum, dlatego po krótkim spacerze w okolicy pałacu ruszyliśmy w stronę metra. Kolejny etap naszej niedzieli miał być już zupełnie inny. Z królewskiego Londynu przenosiliśmy się do świata dinozaurów, wielorybów i innych skarbów historii naturalnej.

Po porannym spacerze przez Westminster ruszyliśmy w stronę South Kensington, gdzie czekało na nas miejsce wybrane przez nas właściwie z myślą o Małolacie.

W Londynie muzeów jest tak dużo, że przy krótkim, weekendowym wyjeździe trzeba jednak zdecydować, na co poświęcić kilka godzin. My nie mieliśmy wątpliwości, że jeśli mamy wybrać jedno muzeum, do którego pójdziemy razem z dzieckiem, to chcemy, żeby oprócz historii i wiedzy było w nim coś, co od razu przyciągnie uwagę. A trudno chyba o lepszy zestaw niż dinozaury, wieloryb, meteoryty, kamienie i szkielety ogromnych zwierząt.

I właśnie dlatego wybraliśmy Natural History Museum. Muzeum działa od 1881 roku i posiada ogromne zbiory związane z historią naturalną, obejmujące między innymi zoologię, paleontologię, geologię i minerały. Co ważne z punktu widzenia rodzinnego wyjazdu, wejście do stałych galerii jest bezpłatne.

Już samo wejście robi wrażenie

Pierwsze wrażenie zaczyna się właściwie jeszcze zanim człowiek zdąży wejść do poszczególnych galerii. Centralny Hintze Hall wygląda bardziej jak ogromna sala w pałacu niż klasyczne muzeum. Nad głowami zwiedzających zawieszony jest 25-metrowy szkielet płetwala błękitnego o imieniu Hope. To właśnie on zastąpił słynnego Dippy’ego, czyli replikę diplodoka, który przez dziesięciolecia witał odwiedzających w tym miejscu.

Na schodach w centralnej części sali znajduje się natomiast pomnik Charlesa Darwina. Został odsłonięty w 1885 roku, cztery lata po otwarciu muzeum. To ciekawy szczegół, na który warto zwrócić uwagę, bo Darwin i jego teoria ewolucji są mocno związane z historią nauk przyrodniczych, a sam pomnik można zobaczyć już na początku zwiedzania.

Dla Małolaty oczywiście największe znaczenie miało to, co znajdowało się dalej.

Dinozaury, czyli punkt obowiązkowy

Jeżeli wybieracie się tutaj z dzieckiem, trudno ominąć Dinosaurs Gallery. To właśnie tutaj spędziliśmy sporo czasu, oglądając szkielety i rekonstrukcje prehistorycznych stworzeń.

W galerii znajduje się również animatroniczny T. rex, który zdecydowanie dodaje całości trochę więcej emocji.

Dinozaury były dla Małolaty oczywiście jednym z głównych powodów, dla których wybraliśmy właśnie to muzeum. Można tutaj nie tylko oglądać same szkielety, ale też zatrzymać się przy różnych ciekawostkach dotyczących ich życia, ewolucji i wymierania. Dzięki temu nawet dziecko, które nie jest wielkim fanem muzeów, ma tutaj sporo rzeczy, które może oglądać i odkrywać samodzielnie.

W części poświęconej dinozaurom przygotowano również dodatkowe atrakcje dla dzieci. My trafiliśmy między innymi na możliwość zrobienia zdjęcia na green screenie, które później zamieniało się w mały fotomontaż z dinozaurami. Oczywiście jest to raczej pamiątka i zabawa niż coś, dla czego przyjeżdża się do muzeum, ale dla Małolaty była to całkiem fajna dodatkowa atrakcja.

Przy okazji można było kupić również pamiątki związane z muzeum, między innymi specjalnie przygotowane monety czy banknoty stylizowane na brytyjskie pieniądze, ale z motywami dinozaurów. Do zakupionego przez nas pakietu zdjęć otrzymaliśmy również dziecięcy pakiet z książeczką i drobnymi gadżetami, między innymi breloczkiem.

Kamienie, minerały i kawałek kosmosu

Dinozaury wcale nie były jedyną częścią muzeum, która zainteresowała Małolatę. Bardzo spodobała nam się również Minerals Gallery, czyli ogromna galeria poświęcona minerałom, skałom i kamieniom. Znajdziemy tutaj setki niezwykłych okazów, od surowych minerałów po pięknie wykształcone kryształy i kamienie szlachetne.

Sama galeria zachowała historyczny charakter, z oryginalnymi drewnianymi gablotami pochodzącymi jeszcze z czasów otwarcia muzeum w 1881 roku.

I tutaj spotkała nas jeszcze jedna fajna sytuacja. Przy jednym z eksponatów pracownica muzeum opowiadała Małolacie o meteorycie i pokazywała jej, jak wygląda kawałek skały, który przywędrował do nas z kosmosu. W muzeum znajduje się między innymi meteoryt Imilac, którego fragment ma ponad 4,5 miliarda lat, czyli mniej więcej tyle, ile liczy sobie sam Układ Słoneczny.

To właśnie takie sytuacje pokazują, dlaczego warto tutaj przyjść z dzieckiem. Zamiast tylko oglądać eksponaty zza szyby, można trafić na pracownika, który zatrzyma się na chwilę, opowie ciekawostkę i zamieni zwykły eksponat w historię, którą dziecko rzeczywiście zapamięta.

A jeśli lubicie kamienie, minerały i geologię, naprawdę warto dać tej części muzeum trochę czasu. Kolorowe kryształy, nietypowe kształty i ogromna różnorodność okazów potrafią przyciągnąć uwagę nawet wtedy, gdy człowiek początkowo przyszedł tutaj głównie po dinozaury.

I tutaj bardzo ważna rzecz, szczególnie jeśli planujecie weekend w Londynie.

Choć wejście do Natural History Museum jest bezpłatne, warto wcześniej zarezerwować darmowy bilet na konkretną godzinę. Muzeum samo zaleca wcześniejszą rezerwację, szczególnie w okresach większego ruchu. Bez rezerwacji również można próbować wejść, ale w najbardziej oblegane dni trzeba liczyć się z kolejką.

My mieliśmy zarezerwowane wejście na konkretną godzinę i różnica była naprawdę ogromna. Kiedy przyjechaliśmy, kolejka dla osób bez wcześniejszej rezerwacji była zdecydowanie dłuższa. My natomiast przeszliśmy przez wejście praktycznie bez większego oczekiwania.

Przy tak napiętym planie, jaki mieliśmy podczas naszego weekendu, miało to ogromne znaczenie. Nie mogliśmy sobie pozwolić na stanie przez długie godziny przed muzeum, bo po jego zwiedzeniu czekała nas jeszcze druga część Londynu.

Dlatego jeśli chcecie wykorzystać Natural History Museum jako jeden z punktów weekendowego zwiedzania, zarezerwujcie darmowy bilet wcześniej. Nic was to nie kosztuje, a może oszczędzić naprawdę sporo czasu.

Na samo muzeum warto przeznaczyć kilka godzin. Jest ogromne i nawet przy dość szybkim tempie trudno zobaczyć wszystko. My skupiliśmy się przede wszystkim na tym, co mogło najbardziej zainteresować Małolatę, czyli dinozaurach, wielorybie, minerałach i meteorytach. I właśnie taki sposób zwiedzania sprawdził się u nas najlepiej. Nie próbowaliśmy zaliczać każdej galerii, tylko wybieraliśmy te miejsca, które rzeczywiście nas interesowały.

13. St Paul’s Cathedral. Londyńska katedra

Kiedy opuściliśmy Natural History Museum zrobiliśmy jeszcze krótką przerwę na obiad. W okolicy muzeum bez problemu znajdziecie sporo restauracji, więc jeśli zwiedzacie Londyn według naszego planu, to właśnie tutaj warto zaplanować posiłek.

Po obiedzie wsiedliśmy w metro i ruszyliśmy do kolejnej części naszej trasy. Naszym pierwszym celem była St Paul’s Cathedral, monumentalna katedra, której charakterystyczna kopuła od wieków jest jednym z symboli Londynu.

Obecna świątynia powstała po wielkim pożarze Londynu w 1666 roku. Zaprojektował ją Christopher Wren, a budowę ukończono na początku XVIII wieku. Jej ogromna kopuła przez wiele lat dominowała nad panoramą miasta i do dziś trudno pomylić ją z jakimkolwiek innym budynkiem.

Początkowo planowaliśmy wejść do środka, jednak kiedy dotarliśmy na miejsce, wciąż czekała spora kolejka. Było już popołudnie, więc tym razem odpuściliśmy zwiedzanie wnętrza i obejrzeliśmy katedrę z zewnątrz. Zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej.

I nawet bez wchodzenia do środka warto poświęcić jej chwilę. St Paul’s Cathedral robi wrażenie przede wszystkim swoją skalą, ogromną kopułą i położeniem w samym sercu Londynu.

To również bardzo charakterystyczny widok, który często pojawia się w materiałach telewizyjnych pokazujących miasto.

Ciekawie wygląda też podczas spaceru w kierunku Millennium Bridge. Im dalej oddalaliśmy się od katedry, tym bardziej zmieniał się jej widok. Budynki, które początkowo częściowo ją zasłaniały, stopniowo ustępowały miejsca coraz szerszej perspektywie. W końcu dotarliśmy do miejsca, z którego St Paul’s Cathedral można podziwiać już z drugiej strony Tamizy.

14. Millennium Bridge. Spacer z widokiem na Londyn

Z okolic St Paul’s Cathedral ruszyliśmy w stronę Millennium Bridge, czyli charakterystycznego kładkowego mostu łączącego północny brzeg Tamizy z dzielnicą Bankside po drugiej stronie rzeki.

Sam most ma bardzo charakterystyczną, lekką konstrukcję z dwoma stalowymi podporami i linami, które tworzą jego rozpoznawalny kształt.
To przede wszystkim świetne miejsce na spacer i podziwianie Londynu z trochę innej perspektywy. 

Idąc mostem, mieliśmy przed sobą St Paul’s Cathedral, a po drugiej stronie rzeki mogliśmy zobaczyć między innymi charakterystyczny budynek Tate Modern i górujący nad miastem The Shard. W oddali dostrzec można również Tower Bridge, więc właściwie przez cały spacer coś ciekawego pojawia się w zasięgu wzroku.

Sam most jest też miejscem, w którym sporo się dzieje. Tego dnia było tutaj mnóstwo spacerowiczów, a po drodze mijaliśmy ulicznych artystów, przede wszystkim muzyków. 

Po przejściu na drugą stronę zeszliśmy pod most i usiedliśmy na schodkach, żeby przez chwilę posłuchać jednego z grających tam artystów. Wokół nas również usiedli ludzie, którzy zatrzymali się właśnie dla muzyki.

Dla Małolaty była to również świetna okazja do zrobienia czegoś, co zawsze sprawia jej frajdę, czyli wrzucenia kilku drobnych grajkowi do futerału na gitarę.
I właśnie takie momenty lubimy w podróżowaniu najbardziej. Nie zawsze trzeba mieć przed sobą kolejną atrakcję do odhaczenia. Czasami wystarczy usiąść na kilka minut, posłuchać ulicznego muzyka i popatrzeć na ludzi oraz miasto.

Millennium Bridge został otwarty w 2000 roku i już na początku swojej historii zyskał dość nietypową ciekawostkę. Podczas pierwszych dni po otwarciu most zaczął delikatnie kołysać się pod wpływem ruchu przechodzących osób. Zjawisko było na tyle wyraźne, że most szybko otrzymał przydomek Wobbly Bridge, czyli „Chwiejący się Most”. Konstrukcję zamknięto, przeprowadzono prace mające ograniczyć drgania i po pewnym czasie most ponownie udostępniono pieszym.

Dzisiaj można po nim spokojnie spacerować, a dla nas był przede wszystkim bardzo przyjemnym łącznikiem pomiędzy St Paul’s Cathedral a kolejnymi punktami naszej trasy po południowej stronie Tamizy.

15. Tate Modern. Sztuka współczesna w dawnej elektrowni

Tuż po zejściu z Millennium Bridge trafiliśmy na Tate Modern, charakterystyczny budynek dawnej elektrowni Bankside, który dziś mieści jedno z najważniejszych muzeów sztuki nowoczesnej i współczesnej w Londynie.

Już sam budynek jest ciekawy. Dawna elektrownia została zaprojektowana przez Gilesa Gilberta Scotta, tego samego architekta, który odpowiadał między innymi za projekt londyńskich czerwonych budek telefonicznych. Elektrownia działała do 1981 roku, a pod koniec lat 90. została przekształcona w muzeum. Tate Modern otwarto w 2000 roku.

W środku znajdziemy ogromną kolekcję sztuki, obejmującą dzieła artystów od początku XX wieku aż po współczesność. Można zobaczyć prace między innymi Pabla Picassa, Salvadora Dalego, Henri Matisse’a, Andy’ego Warhola czy Claude’a Moneta. Część wystaw jest dostępna bezpłatnie, choć za niektóre wystawy czasowe trzeba kupić bilet.

Jak większość miejsc podczas tego weekendu, Tate Modern obejrzeliśmy z zewnątrz, zgodnie z naszym planem zwiedzania. Jeśli jednak macie więcej czasu, zdecydowanie warto rozważyć wizytę w środku. Trzeba tylko pamiętać, że przy wejściu potrafią tworzyć się spore kolejki, a samo muzeum jest ogromne i spokojne zwiedzanie jego kolekcji może zająć kilka godzin.

Dla nas Tate Modern było przede wszystkim kolejnym charakterystycznym punktem na trasie wzdłuż Tamizy. Warto jednak wiedzieć, że ten niepozorny budynek nad rzeką kryje w sobie naprawdę ogromny kawałek historii londyńskiej sztuki i przemysłu.

16. Shakespeare’s Globe. Teatr z czasów Szekspira

Kilka minut spacerem od Tate Modern znajduje się Shakespeare’s Globe, czyli słynny londyński teatr związany z Williamem Szekspirem. Charakterystyczna, okrągła konstrukcja od razu wyróżnia się na tle współczesnej zabudowy tej części miasta.
Pierwszy Globe powstał w 1599 roku i właśnie tutaj wystawiano sztuki Szekspira. To na jego scenie londyńska publiczność oglądała między innymi Romea i Julię, Hamleta czy Makbeta. Oryginalny budynek spłonął w 1613 roku podczas przedstawienia Henryka VIII. Dzisiejszy teatr jest rekonstrukcją dawnego Globe i został otwarty w 1997 roku, niedaleko miejsca, w którym stał jego poprzednik.

Ciekawie wygląda również sama konstrukcja teatru. Drewniana, okrągła widownia i scena zostały zaprojektowane tak, aby możliwie wiernie przypominały teatr z czasów Szekspira. W tamtych czasach przedstawienia oglądali zarówno zamożni mieszkańcy Londynu, jak i zwykli londyńczycy stojący na dziedzińcu przed sceną.

Dzisiaj w Shakespeare’s Globe nadal odbywają się przedstawienia, a teatr można również zwiedzać podczas specjalnych wycieczek z przewodnikiem. To ciekawa propozycja dla osób, które chcą zobaczyć Londyn nie tylko przez pryzmat jego słynnych budynków, ale również poznać historię teatru i jednego z najbardziej znanych dramatopisarzy w dziejach.

Dla nas był to kolejny ciekawy punkt spaceru wzdłuż Tamizy. Po obejrzeniu charakterystycznego budynku ruszyliśmy dalej w stronę London Bridge i kolejnych miejsc na naszej trasie.

17. London Bridge i widok na The Shard

London Bridge to most który może trochę zaskakiwać, szczególnie jeśli ktoś po raz pierwszy przyjeżdża do Londynu. W przeciwieństwie do sąsiedniego Tower Bridge nie ma charakterystycznych wież ani efektownej konstrukcji, ale jego historia sięga czasów rzymskich.

W tym miejscu przeprawy przez Tamizę funkcjonowały już wiele wieków temu, a w 1176 roku rozpoczęto budowę potężnego kamiennego mostu według projektu Petera de Colechurcha. Średniowieczny London Bridge przetrwał ponad 600 lat, a obecny most został otwarty w 1973 roku. 

Most potraktowaliśmy przede wszystkim jako kolejny etap naszego spaceru wzdłuż Tamizy. Warto jednak zatrzymać się tutaj na chwilę i rozejrzeć, bo właśnie z okolic London Bridge mamy bardzo ciekawe widoki na charakterystyczną panoramę Londynu.

Najbardziej rzuca się w oczy The Shard, którego ostro zakończona sylwetka dominuje nad okolicą. Wieżowiec ma 309,6 metra wysokości i jest najwyższym budynkiem w Wielkiej Brytanii.

Na piętrach 68, 69 i 72 znajduje się punkt widokowy The View from The Shard, z którego przy dobrej pogodzie można zobaczyć Londyn i okolice nawet z odległości około 40 mil.
My tym razem nie planowaliśmy wjazdu na górę, ale sam widok The Shard z poziomu ulicy robi wrażenie. Szczególnie ciekawie wygląda w zestawieniu ze starszą zabudową miasta. W tej części Londynu bardzo dobrze widać zresztą, jak obok siebie funkcjonują różne epoki. Kilkusetletnia historia miasta spotyka się tutaj z nowoczesnymi wieżowcami i współczesną architekturą.
Z London Bridge ruszyliśmy dalej wzdłuż Tamizy, kierując się w stronę Tower of London i Tower Bridge. Przed nami była już ostatnia część naszej niedzielnej trasy, a ponieważ chcieliśmy zostać w tej okolicy do zmroku, mieliśmy jeszcze sporo czasu na spokojny spacer i podziwianie kolejnych widoków.

18. Tower of London. Twierdza pełna historii

Kierując się dalej wzdłuż Tamizy, dotarliśmy do Tower of London, jednej z najbardziej znanych i najlepiej zachowanych historycznych budowli Londynu. Już z zewnątrz trudno przejść obok niej obojętnie. Grube mury, baszty, fosa i potężna White Tower sprawiają, że miejsce wygląda bardziej jak średniowieczna twierdza niż część współczesnego Londynu.

Historia Tower of London sięga czasów Wilhelma Zdobywcy, który po podboju Anglii rozpoczął w latach 70. XI wieku budowę potężnej kamiennej twierdzy. Jej zadaniem była nie tylko obrona Londynu, ale również pokazanie mieszkańcom, kto od tej pory sprawuje władzę. White Tower stała się centrum całego kompleksu, który przez kolejne stulecia był rozbudowywany i zmieniał swoje funkcje.

Tower of London była jednocześnie twierdzą, pałacem królewskim, więzieniem, miejscem przechowywania królewskich skarbów, a nawet ważnym ośrodkiem administracyjnym. Przebywali tutaj między innymi więźniowie polityczni, a z historią Tower związane są również losy kilku angielskich królowych. To właśnie tutaj stracono między innymi Annę Boleyn, Katarzynę Howard i Jane Grey. 

Dzisiaj w Tower of London przechowywane są Klejnoty Koronne, a jednym z symboli tego miejsca są również słynne kruki. Według tradycji ich obecność ma zapewniać bezpieczeństwo królestwu. Kompleks jest obecnie wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a sama Tower of London uznawana jest za jeden z najważniejszych przykładów średniowiecznej architektury obronnej w Europie. 

My tym razem oglądaliśmy Tower przede wszystkim z zewnątrz, ale jeśli macie więcej czasu, zdecydowanie warto zaplanować również wejście do środka. Na zwiedzanie całego kompleksu trzeba przeznaczyć kilka godzin, szczególnie jeśli chcecie zobaczyć Klejnoty Koronne i dokładniej poznać historię poszczególnych wież oraz budynków.

Dla nas był to już kolejny etap spaceru, ale też moment, w którym coraz wyraźniej było widać, jak różne epoki Londynu mieszają się ze sobą. Z jednej strony prawie tysiącletnia twierdza, a kilka minut dalej nowoczesne wieżowce City. I właśnie w stronę kolejnego symbolu Londynu, Tower Bridge, ruszyliśmy dalej.

19. Tower Bridge. Najbardziej charakterystyczny most Londynu

Na końcu naszej trasy dotarliśmy do miejsca, które chyba nie potrzebuje specjalnej prezentacji. Tower Bridge jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu i widokiem, który prawdopodobnie większość osób kojarzy z tym miastem. Charakterystyczne wieże w stylu neogotyckim sprawiają, że most wygląda znacznie starzej, niż jest w rzeczywistości.

Tower Bridge został zbudowany w latach 1886–1894 i oficjalnie otwarto go 30 czerwca 1894 roku. Powstał przede wszystkim dlatego, że rozwijający się Londyn potrzebował kolejnej przeprawy przez Tamizę, ale jednocześnie nie można było zablokować dostępu statków do portowej części miasta. Dlatego zdecydowano się na niezwykłą konstrukcję z podnoszonymi przęsłami. 

I właśnie ten mechanizm jest jednym z najciekawszych elementów mostu. Środkowa część jezdni może unosić się do góry, pozwalając statkom przepłynąć pod mostem. Co ciekawe, Tower Bridge do dziś jest normalnie działającą przeprawą, a jego przęsła są podnoszone średnio około 800 razy w roku.

Most ma również swoją część przeznaczoną dla zwiedzających. Można wejść na wysokie kładki znajdujące się pomiędzy wieżami, zobaczyć panoramę Londynu przez szklane podłogi, a następnie zejść do dawnych wiktoriańskich maszynowni, gdzie zachowały się ogromne urządzenia związane z pierwotnym systemem podnoszenia mostu. 

My jednak tego dnia chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć Tower Bridge po zmroku. Właśnie dlatego zostawiliśmy sobie ten fragment trasy na sam koniec. W ciągu dnia most robi ogromne wrażenie, ale po zapaleniu świateł jego charakterystyczne wieże i stalowa konstrukcja wyglądają zupełnie inaczej.

Usiedliśmy więc w okolicy Tamizy i spokojnie czekaliśmy, aż zrobi się ciemno. Wokół nas było sporo ludzi, którzy mieli podobny pomysł. Jedni robili zdjęcia, inni spacerowali wzdłuż rzeki, a jeszcze inni po prostu zatrzymywali się na chwilę, żeby popatrzeć na most.

To był też dobry moment, żeby zakończyć naszą niedzielną trasę. Od Westminsteru, przez St Paul’s Cathedral, Millennium Bridge, Tate Modern, Shakespeare’s Globe, London Bridge i Tower of London dotarliśmy w końcu do Tower Bridge. Kilkanaście godzin wcześniej oglądaliśmy tę część Londynu za dnia, a teraz kończyliśmy dzień przy jednym z najbardziej charakterystycznych widoków miasta.

Podsumowanie naszego weekendu w Londynie

Dwa dni w Londynie minęły nam zdecydowanie szybciej, niż się spodziewaliśmy. Udało nam się zobaczyć naprawdę sporo, a przy tym zachować rozsądne tempo zwiedzania i nie spędzać całego dnia w biegu. Zgodnie z założeniem, większość atrakcji oglądaliśmy z zewnątrz, wybierając te miejsca, które chcieliśmy poznać dokładniej i do których warto będzie wrócić przy kolejnej wizycie. Dzięki temu w ciągu jednego weekendu mogliśmy zobaczyć naprawdę dużą część centrum Londynu, poznając miasto z różnych perspektyw.

Pierwszy dzień rozpoczęliśmy od Piccadilly Circus, a później przeszliśmy przez Soho, Carnaby Street i Chinatown, żeby wieczorem dotrzeć w okolice Westminsteru. Z kolei niedzielę zaczęliśmy właśnie tutaj, ale tym razem za dnia. Był Big Ben, Westminster Abbey, królewscy strażnicy, St James’s Park i Buckingham Palace, a później Natural History Museum, które okazało się jednym z najważniejszych punktów całego wyjazdu.

Druga część niedzieli to już spacer wzdłuż Tamizy. St Paul’s Cathedral, Millennium Bridge, Tate Modern, Shakespeare’s Globe, London Bridge, The Shard, Tower of London i na sam koniec Tower Bridge. Tempo było momentami całkiem konkretne, ale dzięki temu udało nam się zobaczyć ogromną część centrum Londynu w zaledwie dwa dni.

Oczywiście taki plan ma swoje ograniczenia. Londyn jest ogromny i przy takim krótkim pobycie nie da się zobaczyć wszystkiego, a tym bardziej dokładnie zwiedzić każdej atrakcji. Dlatego potraktowaliśmy ten wyjazd trochę jak pierwsze spotkanie z miastem. Zobaczyliśmy najważniejsze miejsca, sprawdziliśmy, co chcielibyśmy następnym razem poznać dokładniej i zostawiliśmy sobie sporo powodów, żeby tutaj wrócić.

Jeżeli więc zastanawiacie się, co zobaczyć w Londynie w weekend z dzieckiem, nasza trasa może być dobrym punktem wyjścia. Nie jest to jedyny możliwy sposób na zwiedzanie miasta, ale dokładnie tak wyglądał nasz rodzinny weekend i taki plan sprawdził się nam naprawdę dobrze.

A przede wszystkim przekonaliśmy się po raz kolejny, że Londyn najlepiej poznaje się nie tylko podczas odwiedzania kolejnych atrakcji. Czasami warto po prostu przejść się ulicą, usiąść nad Tamizą, posłuchać ulicznego muzyka, popatrzeć na ludzi albo poczekać, aż zapalą się światła na moście. To właśnie takie drobne momenty sprawiły, że ten weekend był dla nas czymś więcej niż tylko odhaczaniem kolejnych punktów z mapy.

Podobne wpisy