Hope Valley w Peak District: kopalnie, jaskinie i góra Mam Tor.

Hope Valley w Peak District to jedno z tych miejsc, które łączy malownicze krajobrazy, historię i przygodę. Dolina ta leży na granicy dwóch charakterystycznych części parku narodowego – surowego Dark Peak, pełnego torfowisk i dzikich wzgórz, oraz White Peak, słynącego z wapiennych wzniesień i urokliwych dolin.
W samym sercu doliny znajduje się Castleton, urokliwe miasteczko, które od wieków przyciąga turystów swoimi wąskimi uliczkami, kamiennymi domami i górującym nad nim zamkiem Peveril. 
To świetna baza wypadowa do odkrywania lokalnych atrakcji. Można tu spróbować regionalnych przysmaków, a także kupić wyjątkową pamiątkę – niebieski kamień Blue John, charakterystyczny właśnie dla tej okolicy.
Okolica słynie również z licznych jaskiń. W Castleton i jego najbliższym otoczeniu znajdują się cztery niezwykłe miejsca, które przyciągają turystów z całego świata. 
My podczas naszej jednodniowej wycieczki zdecydowaliśmy się zajrzeć do dwóch z nich – jednej, w której można podziwiać rzadki minerał Blue John w jego naturalnym środowisku, oraz drugiej, pozwalającej przeżyć niecodzienną przygodę w dawnej kopalni ołowiu.
Pierwszym punktem naszej wyprawy była Treak Cliff Cavern – jaskinia pełna kolorów, minerałów i fascynujących historii ukrytych głęboko pod ziemią.
Rankiem, gdy dotarliśmy w stronę Castleton, zaparkowaliśmy na niewielkim, darmowym parkingu przy drodze prowadzącej do kopalni. Krótkie podejście doprowadziło nas do budynku wejściowego, w którym mieści się kasa biletowa, małe muzeum i sklep z kamieniami.
W muzeum zobaczyliśmy kolekcję okazów Blue John, dawne narzędzia górnicze i wystawy opowiadające historię regionu. W sklepiku Małolata z wypiekami na twarzy oglądała połyskujące bryłki i kolorowe minerały. 
Oczywiście nie obyło się bez drobnych pamiątek – wybrała sobie jeden z kamieni, a dla Mamy wyszukaliśmy pierścionek z niezwykłym Blue Johnem.
Następnie ruszyliśmy na trasę zwiedzania jaskini. Wyposażeni w aplikację audio guide mogliśmy iść własnym tempem – cała trasa trwała około 45 minut, a w każdej komnacie czekała na nas krótka opowieść i czas na zdjęcia.
Już od pierwszego, wąskiego Tunelu poczuliśmy podziemny klimat. Kolejna sala, „Ridley Vein” opowiadała o odkryciu żyły Blue John i dawnych metodach wydobycia.
W The Fossil Cave Małolata wypatrywała odcisków pradawnych stworzeń, jakby bawiła się w grę „znajdź skamielinę”.
W Witch’s Cave poczuliśmy nutę tajemnicy, to tu co roku odbywają się koncerty kolęd przy świecach.
Później weszliśmy do mieniącej się Aladdin’s Cave, a chwilę dalej natrafiliśmy na zabawną The Seven Dwarves, formacje faktycznie przypominały stojące w szeregu krasnale.
Najbardziej bajkowo zrobiło się w Fairyland, delikatne nacieki wyglądały jak wróżkowe zasłony, a tuż obok Dream Cave sprawiała wrażenie wyjętej z innego świata. 
Na końcu czekał jeszcze punkt widokowy na powierzchni, panorama doliny była idealnym zwieńczeniem całej tej podziemnej wyprawy.
To miejsce łączy naturę, historię i tradycje górnicze. Wciąż widać tu fragmenty szybów, w których przez wieki wydobywano Blue John. A jednocześnie całość została przygotowana z myślą o rodzinach: bezpieczne ścieżki, przyjazna obsługa i brak konieczności wcześniejszej rezerwacji biletów.

Historia, geologia i atmosfera Treak Cliff Cavern

Treak Cliff Cavern leży tuż obok Castleton, na terenie objętym ochroną jako Castleton SSSI – obszar o wyjątkowej wartości geologicznej. 

To jedno z zaledwie dwóch miejsc w całej Wielkiej Brytanii, gdzie naturalnie występuje minerał Blue John (drugim jest sąsiednia Blue John Cavern).

Pierwsze części jaskini, tzw. Old Series, odkryli górnicy około 1745–1750 roku, szukając rudy ołowiu. W tym czasie Blue John zaczął być wydobywany jako kamień ozdobny. Lata 1926–1930 przyniosły kolejne odkrycia tzw. New Series, z bogatymi formacjami skalnymi. W 2014 roku odkryto następne rozszerzenia systemu jaskiń, a od 1935 roku działa tu kopalnia pokazowa. Od 1945 roku zarządza nią rodzina Harrisonów, która prowadzi ją do dziś.
Blue John, z charakterystycznym pasowaniem niebiesko-żółto-białych warstw, wciąż wydobywany jest w bardzo ograniczonych ilościach, poza trasą turystyczną. Co ciekawe, w 2013 roku odkryto „utraconą żyłę” minerału, ukrytą przez dziesiątki lat.
Dla nas Treak Cliff Cavern była nie tylko lekcją geologii, ale też przygodą, w której każdy znalazł coś dla siebie – Małolata magię bajkowych nazw i kryształów, a ja historię i niezwykły klimat tego miejsca. A do tego został piękny pierścionek z Blue Johnem, prezent dla Żony i trwała pamiątka z tej wyprawy.
Dla nas Treak Cliff Cavern była nie tylko lekcją geologii, ale też przygodą, w której każdy znalazł coś dla siebie – Małolata magię bajkowych nazw i kryształów, a ja historię i niezwykły klimat tego miejsca. A do tego został piękny pierścionek z Blue Johnem, prezent dla Żony i trwała pamiątka z tej wyprawy.
Po wspaniałym doświadczeniu w Treak Cliff Cavern ruszyliśmy dalej tym razem w stronę Speedwell Cavern, która miała być drugą częścią naszej jaskiniowej przygody. 
Wiedzieliśmy już dzień wcześniej, że musimy zarezerwować na nią wizytę bo to nie jaskinia typu „wchodzę, kupuję bilet i idę”. Tutaj każdy rejs odbywa się o wyznaczonej godzinie, w grupach, więc najlepiej zaplanować wcześniej, aby zsynchronizować to z resztą dnia.
Do Speedwell dotarliśmy po kilku minutach spaceru od Treak Cliff. Wejście znajduje się u podnóża Winnats Pass, w malowniczym przełęczu skalnym niedaleko Castleton i jest niemal ukryte, jeśli nie zwracasz uwagi. 
Znajduje się tam mały sklepik z pamiątkami (w tym biżuteria z Blue John), przekąskami oraz toalety a na przeciwko płatny parking typu pay & display, ale z rabatem dla odwiedzających jaskinię.
My jak już wspomniałem zostawiliśmy auto, na darmowym parkingu pod wcześniej zwiedzaną jaskinią Treak Cliff Cavern.
Gotowi na kolejną przygodę założyliśmy kaski ochronne i ruszyliśmy w dół do startu spektakularnego podziemnego rejsu łodzią.
Pierwszym wyzwaniem były 106 stopni w dół, krok po kroku schodziliśmy głęboko pod ziemię, by dotrzeć do miejsca, gdzie zaczyna się zalany tunel. To moment, gdy z jasnego dnia wracasz do ciemności i słyszysz szmer wody. Łódź czekała już na nas w wąskim korytarzu, a przewodnik przydzielił miejsca i opowiedział, co nas czeka. 
Trasa rejsu wiedzie przez zalany adit, czyli kanał wbity w skałę, który niegdyś służył górnikom do transportu wody, urobku i powietrza.
W miarę jak łódź sunęła coraz głębiej pod ziemię, usłyszeliśmy narrację o historii kopalni i ciężkiej pracy górników. Wąskie tunele, wilgotne skały, słabe światło to klimat jak z innej epoki. 
W połowie drogi napotkaliśmy miejsce zwane Halfway House — tam tunel rozdziela się, by umożliwić mijanie łodzi. 
Dalej zjeżdżaliśmy na około 200 m pod powierzchnię, aż dotarliśmy do ogromnej sali przypominającej katedrę — ściany zdobiły żyły fluorytu (fluorspar) i imponujące formacje naciekowe. To właśnie tam w sercu jaskini znajduje się słynna “Bottomless Pit” (Bezdno): wodna komora z kryjącą się głębią, z wodospadem na wysokości ok. 20 m. To moment, kiedy cisza i ciemność sprawiają, że wrażenie robi ogrom tego miejsca.
Przewodnik pozwolił nam wysiąść i chwilę się rozglądać po komorze — można przejść suchym terenem między formacjami, zrobić zdjęcia, poczuć skalne powietrze. Gdy nadeszła kolej na powrót, łódź zabrała nas z powrotem tą samą trasą, a my ponownie wspięliśmy się na 106 stopni na powierzchnię.
Cały rejs, łącznie z zejściem i powrotem, trwał około 60 minut (czas zależy od kursów i sezonu).
To doświadczenie zupełnie inne niż w Treak Cliff, tu jest napięcie, tajemnica, element przygody w ciemnościach i wodzie.
Dla nas Speedwell Cavern była absolutnie wyjątkowym doświadczeniem, połączeniem adrenaliny, tajemnicy i historii. To trochę jak rejs łodzią w zupełnie innym świecie, ukrytym głęboko pod ziemią. Świetny kontrapunkt do „spokojnego” Treak Cliff i idealne dopełnienie naszej wycieczki po jaskiniach w Hope Valley.

A co z pozostałymi jaskiniami w Castleton?

Choć tego dnia odwiedziliśmy tylko Treak Cliff Cavern i Speedwell Cavern, w okolicy Castleton znajdują się jeszcze dwie inne jaskinie warte uwagi. My świadomie je pominęliśmy, zwyczajnie zabrakłoby czasu, żeby zmieścić wszystkie atrakcje w jeden dzień, a chcieliśmy jeszcze wejść na Mam Tor i zajrzeć do miasteczka.
Pierwsza z nich to Blue John Cavern, miejsce bardzo podobne do Treak Cliff, bo również słynie z wyjątkowego kamienia półszlachetnego Blue John. Sama jaskinia jest nieco mniejsza, a do tego znajduje się kawałek dalej, więc musielibyśmy przeparkować samochód. Dlatego uznaliśmy, że skoro już widzieliśmy Treak Cliff, to nie ma sensu powtarzać podobnej atrakcji w tym samym dniu. Ale jeśli ktoś ma więcej czasu i fascynuje się minerałami, warto wpaść i tutaj, tym bardziej, że to właśnie Blue John Cavern uchodzi za najbardziej klasyczne miejsce wydobycia tego kamienia.
Druga to Peak Cavern, największa z tutejszych jaskiń. Dawniej była związana z górnictwem i kowalstwem, a dziś pełni też rolę nietypowej sali koncertowej. Zwłaszcza w okresie świątecznym odbywają się tu klimatyczne koncerty kolęd, które podobno robią niesamowite wrażenie. Właśnie dlatego postanowiliśmy zostawić ją sobie na inną okazję i wrócić zimą, ale przez cały rok odbywają się tu różne wydarzenia, więc jeśli ktoś woli zobaczyć ją latem, to też jak najbardziej warto.
Choć jaskinie same w sobie mogłyby zapełnić cały dzień zwiedzania, my postanowiliśmy ruszyć dalej. W końcu Hope Valley to nie tylko podziemia, nad całą okolicą góruje Mam Tor, zwana „Matką Górą” to jedna z najbardziej charakterystycznych gór w Peak District,
z której roztacza się wspaniały widok na całą dolinę i okoliczne wzgórza. To świetny punkt zarówno dla miłośników wędrówek, jak i dla fotografów szukających pięknych panoram.

Mam Tor – panorama, historia i szlaki nad Hope Valley

Kiedy opuściliśmy podziemny świat jaskiń, słońce lekko zmiękczyło chmury na niebie i ruszyliśmy w stronę góry Mam Tor – „Matki Góry”, która góruje nad doliną jak strażniczka pejzażu. Zdecydowaliśmy się przeparkować auto jak najbliżej, pod górą działa National Trust Mam Nick car park (post code S33 8WA), co znacznie skróciło nam drogę podejścia. Na parkingu stał mały van z napojami i drobnymi przekąskami, idealny punkt, by doładować baterie przed marszem.
Z parkingu ścieżka prowadziła w górę, częściowo wyłożona kamiennymi stopniami. To nie była ekstremalna wspinaczka, ale wyzwanie, zwłaszcza po dniu pełnym jaskiń. Mimo to w miarę podejścia widoki stawały się coraz piękniejsze: dachy domów miasteczka Castleton, łagodne wzgórza White Peak z jednej strony, a z drugiej surowe grzbiety Dark Peak, ukazujące kontrast krajobrazów.
Na szczycie czekał nas punkt trig, wokół panoramy dookoła: Edale, Winnats Pass, Great Ridge, Lose Hill i oczywiście dolina Hope z jaskiniami, które właśnie opuściliśmy. 
Spędziliśmy tam chwilę, delektując się ciszą, nurtem wiatru i spektaklem światła nad horyzontem.
Coś, co mnie urzekło: historia Mam Tor. Wiedzieliście, że nazwa „Matka Góra” wynika z tego, że ze względu na niestabilne warstwy mniej trwałych skał, osuwiska na wschodnim zboczu tworzyły małe „górki” u jej stóp? To dało Mam Tor także alternatywną nazwę — Shivering Mountain. 
Na samym szczycie można dostrzec pozostałości starych wałów obronnych, hillfort z epoki brązu/żelaza, to nie tylko punkt widokowy, ale świadek dziejów regionu. 
Zeszliśmy drugą stroną, nieco bardziej stromo, odnajdując fragmenty dawnej drogi „Broken Road” (starego odcinka A625, zamkniętego z powodu osuwisk). To dziwne uczucie przejść starym, pękniętym miejscami asfaltem, teraz tylko pieszą ścieżką, z widokiem na skały i doliny.
Dla nas Mam Tor był jak crescendo całego dnia: z ciemnych jaskiń do przestrzeni i światła, z ciszy skały do panoram i wiatru. To moment, w którym mają sens wszystkie przeszłe kroki – i rozumiesz, dlaczego wielu fotografów przyjeżdża tu o wschodzie lub zachodzie słońca.

Castleton — kamienice, klimat i idealne zakończenie dnia

Kiedy opuściliśmy Mam Tor i spojrzeliśmy raz jeszcze na rozległą panoramę doliny, ruszyliśmy w kierunku miejscowości Castleton, bo trudno wyobrazić sobie wizytę w Hope Valley bez zajrzenia do tej urokliwej wioski.
Castleton to miejsce z duszą: kamienne domy stoją tu ramię w ramię wzdłuż wąskich uliczek, z okien małych sklepików migoczą światła, a zapach świeżo pieczonego ciasta i lokalnych smakołyków unosi się w powietrzu. To właśnie tu spotykają się geologia i historia. 
Wieś wzmiankowano już w Domesday Book w 1086 roku, a nad okolicą wciąż górują ruiny zamku Peveril, normandzkiej warowni, która dziś jest romantycznym punktem widokowym i przypomnieniem dawnych czasów.

Co więc robić w Castleton? Najlepiej

Najlepiej po prostu dać się ponieść jego atmosferze. Spacer główną ulicą to obowiązkowy punkt, po drodze można zajrzeć do sklepików oferujących rękodzieło, pamiątki i przede wszystkim biżuterię z kamienia Blue John, z którego słynie cała okolica. 
Warto też przysiąść w jednej z kameralnych kawiarni, jak choćby Rose Cottage Cafe & Bistro, znanej z domowych ciast i przytulnego, wiejskiego klimatu. A jeśli ktoś zgłodnieje po całym dniu wędrówek, idealnym miejscem na posiłek będzie elegancka, a jednocześnie przyjazna restauracja 1530 The Restaurant, serwująca makarony, pizze i dania kuchni brytyjskiej, albo klasyczny pub The George, gdzie w menu znajdziemy tradycyjne potrawy i lokalne piwa.
Castleton ma w sobie coś, co sprawia, że niezależnie od pory roku chce się tu spędzić trochę czasu, czy to odkrywając średniowieczne mury zamku Peveril w blasku słońca, czy to sącząc gorącą herbatę w jednej z knajpek, gdy za oknem zapada zmierzch.
To miejsce łączy w sobie klimat małej, angielskiej wioski z bogactwem atrakcji, dzięki czemu świetnie sprawdza się zarówno jako szybki przystanek, jak i finał całodziennej wycieczki po Hope Valley.
To właśnie takie miejsca jak urokliwe Castleton, tajemnicze podziemia i majestatyczna góra Mam Tor tworzą niezwykły zestaw atrakcji, które sprawiają, że Hope Valley to jedno z najpiękniejszych miejsc w Peak District. Można odkrywać je w jeden intensywny dzień albo rozłożyć wizytę na kilka spokojniejszych wypraw.
My na pewno jeszcze tu wrócimy a Was serdecznie zachęcamy, żeby wpisać to miejsce na listę rodzinnych przygód.

Podobne wpisy