Y Garn via Devil’s Kitchen Circular. Opis trasy, parking i nasza relacja z wyprawy
Lato zbliżało się wielkimi krokami. Po kilku naprawdę gorących dniach pogoda w końcu zrobiła się bardziej przyjazna do górskich wędrówek. Temperatura spadła, a prognozy zapowiadały idealne warunki na dłuższą wyprawę. Nie zastanawialiśmy się więc długo. Jak niemal w każdą wolną niedzielę spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy na kolejną rodzinną przygodę.
Tym razem naszym celem był Y Garn, jeden z najwyższych szczytów Parku Narodowego Eryri w północnej Walii.
Trasę zaplanowaliśmy z pomocą aplikacji AllTrails, jednak już na miejscu postanowiliśmy przejść ją w przeciwnym kierunku niż sugerowała aplikacja. Z perspektywy całej wędrówki uważamy, że była to bardzo dobra decyzja i w dalszej części artykułu wyjaśnimy dlaczego.
Czy warto zdobyć Y Garn właśnie tą trasą? Jak wymagające jest przejście przez słynną Devil’s Kitchen? Na co trzeba się przygotować przed wyjazdem i o czym warto pamiętać jeszcze przed założeniem butów trekkingowych?
W tym artykule opowiemy o naszej wyprawie, podzielimy się praktycznymi wskazówkami i pokażemy, dlaczego ta górska trasa zrobiła na nas tak duże wrażenie.
Y Garn i Devil's Kitchen. Jedna z najpiękniejszych górskich tras w Parku Narodowym Eryri
Y Garn to jeden z najbardziej charakterystycznych szczytów Parku Narodowego Eryri, dawniej znanego jako Snowdonia.
Wznosi się na wysokość 947 metrów nad poziomem morza i należy do pasma Glyderau, które słynie z surowych, skalistych krajobrazów, polodowcowych jezior oraz spektakularnych panoram.
Choć nie jest najwyższym szczytem w Walii, wielu turystów uważa, że właśnie stąd można podziwiać jedne z najpiękniejszych widoków w całym regionie.
Największą atrakcją tej trasy jest jednak nie sam szczyt, lecz prowadząca na niego droga przez Devil’s Kitchen, czyli Twll Du w języku walijskim. Jest to wąska szczelina skalna znajdująca się pomiędzy masywami Y Garn i Glyder Fawr.
Miejsce od lat pobudza wyobraźnię turystów i mieszkańców. Według lokalnych legend para wodna, która czasami unosi się ze szczeliny po deszczu lub przy dużej wilgotności, przypomina dym wydobywający się z komina.
To właśnie stąd wzięła się angielska nazwa Devil’s Kitchen, czyli Diabelska Kuchnia. Dawniej wierzono, że to sam diabeł rozpala tam ogień i przygotowuje swoje posiłki.
Cała okolica została ukształtowana tysiące lat temu przez lodowce. Ich działalność pozostawiła po sobie charakterystyczne doliny oraz malownicze jeziora, takie jak Llyn Idwal i Llyn y Cwn, które mijamy podczas wędrówki.
Dzięki temu trasa zachwyca nie tylko stromymi podejściami i skalnymi ścieżkami, ale również niezwykle różnorodnym krajobrazem. W ciągu kilku godzin można przejść od spokojnego brzegu jeziora do wysokogórskiego terenu pełnego głazów i stromych zboczy.
Trasa Y Garn via Devil’s Kitchen Circular liczy około 7,2 kilometra i prowadzi w formie pętli. Do pokonania jest około 650 metrów przewyższenia, dlatego wymaga dobrej kondycji oraz odpowiedniego przygotowania.
Na szlaku znajdują się strome kamienne odcinki, a miejscami konieczne jest podpieranie się rękami podczas wspinaczki po skałach. Nagrodą za wysiłek są jednak widoki, które na długo pozostają w pamięci.
To właśnie połączenie górskich jezior, skalnych ścian, wymagającego podejścia i niezwykłych panoram sprawia, że Y Garn oraz Devil’s Kitchen należą do najczęściej wybieranych tras w północnej Walii.
Nasza wyprawa na Y Garn. Tak wyglądała trasa krok po kroku
Na miejscu byliśmy około godziny 10:00 i szybko okazało się, że to już trochę późno jak na start tej popularnej trasy. Główny parking przy Maes Parcio Dyffryn Ogwen był pełny, podobnie jak większość miejsc w okolicy punktu startowego.
Na szczęście obok znajduje się mała kawiarnia, toalety i punkt informacyjny, gdzie można się zatrzymać na chwilę, ale tam parking jest ograniczony do 20 minut.
Wykorzystaliśmy ten krótki postój na szybkie ogarnięcie się, toaletę i małą przekąskę, a potem ruszyliśmy dalej.
Ostatecznie zostawiliśmy samochód około kilometr dalej, przy drodze A5 tuż obok jeziora Llyn Ogwen. Duży plus był taki, że ten parking był darmowy, ale warto mieć świadomość, że trzeba wtedy kawałek podejść na start szlaku.
Dobra decyzja na start. Poszliśmy „pod prąd”
Jeszcze przed wejściem na właściwy szlak podjęliśmy decyzję, żeby iść w przeciwnym kierunku niż sugerowała aplikacja AllTrails. Wcześniej czytaliśmy o tym rozwiązaniu w internecie i jak się później okazało, to była bardzo dobra decyzja.
Podejście w stronę Devil’s Kitchen jest bardzo strome, ale jednocześnie prowadzi po kamiennych stopniach, które dają lepszą przyczepność. W drugą stronę, czyli przy zejściu, teren jest bardziej sypki i śliski, z luźnych łupków i żwiru, który łatwo się osuwa.
Widzieliśmy osoby schodzące tą drogą i wyraźnie było widać, że mają dużo większy problem niż my przy podejściu.
W praktyce oznaczało to, że momentami trzeba było iść bardzo ostro pod górę, czasem nawet wspierać się rękami, ale mimo wszystko czuliśmy, że to bezpieczniejsza i bardziej komfortowa opcja
Pierwsze wrażenia. Widoki robią robotę
Od samego początku trasa robi ogromne wrażenie. Jeziora, wysokie góry, wodospady i zielone doliny tworzą krajobraz, który trudno opisać jednym zdaniem. Z jednej strony zachwyt, a z drugiej lekkie przerażenie, bo szybko widać, że to nie jest zwykły spacer.
Najtrudniejsze momenty na szlaku
Cała trasa jest dość wymagająca, ale najtrudniejszy fragment pojawia się już w górnych partiach podejścia. Przed samym szczytem teren robi się bardzo sypki. Luźne kamienie i łupki osuwają się pod nogami, przez co każdy krok trzeba stawiać ostrożnie.
To właśnie tam najbardziej czuć, że Y Garn to nie jest łatwa góra. Reszta podejścia też jest stroma, ale ten odcinek wymaga największej koncentracji.
Trasa z dzieckiem. Da się, ale łatwo nie jest
Na szlaku byliśmy z siedmioletnią Małolatą, która ma już trochę górskiego doświadczenia, ale mimo to trasa była dla niej wyzwaniem.
Miejscami trzeba było ją asekurować, podnosić na większe kamienne stopnie i cały czas trzymać za rękę.
Jeszcze dwa lata temu, kiedy miała pięć lat, raczej nie dałaby rady przejść tej trasy samodzielnie. Teraz było to możliwe, ale wymagało pełnej uwagi i wsparcia.
Warto też zaznaczyć, że to nie jest trasa dla małych dzieci ani osób bez przygotowania. Raczej dla tych, którzy mają już trochę doświadczenia w górach i dobrą kondycję.
Kiedy zmęczenie zaczynało dawać o sobie znać, zamieniliśmy całą wyprawę w grę. Uznaliśmy, że przechodzimy kolejne levele jak w Robloxie.
Spokojnie na szlaku
Na trasie nie było tłumów. Poza startem przy parkingu, gdzie kręci się więcej osób, dalej szlak był dość spokojny. Spotkaliśmy tylko jedną dziewczynkę około 10 lat i kilka osób dorosłych, głównie młodych i dobrze przygotowanych fizycznie.
Devil's Kitchen i wejście na Y Garn
Samo przejście przez Devil’s Kitchen, czyli słynną skalną szczelinę, nie zrobiło na nas aż tak dużego wrażenia, jak się spodziewaliśmy. Dużo lepiej wygląda to z dołu, kiedy widać całą skalną formację.
Największe wrażenie robi dopiero to, co jest wyżej. Po wyjściu z Devil’s Kitchen krajobraz zmienia się całkowicie, a widoki stają się coraz bardziej otwarte i spektakularne.
Szczyt i silny wiatr, który zmienił wszystko
Na szczycie Y Garn widoki są po prostu rewelacyjne. Widać doliny, jeziora, fragmenty wybrzeża i górskie grzbiety. Z każdej strony krajobraz wygląda inaczej.
Problemem był jednak bardzo silny wiatr. Na tyle mocny, że momentami trudno było utrzymać równowagę.
Na szczęście na szczycie znajdują się kamienne osłony, gdzie można się schować. Tam spędziliśmy około 30 minut, zjedliśmy przekąski i chwilę odpoczęliśmy.
W pewnym momencie Małolata przewróciła się na zejściu, prawdopodobnie przez wiatr i kamienie. Skończyło się na lekkim otarciu kolana, ale emocje były duże, bo warunki były naprawdę wymagające.
Przerwy i tempo
Najwięcej przerw robiliśmy podczas podejścia, bo to właśnie wtedy trasa daje najbardziej w kość. Na szczycie był już czas na spokojny odpoczynek i jedzenie owoców oraz przekąsek.
Pogoda i przygotowanie
Choć temperatura wynosiła około 20 stopni i momentami wychodziło słońce, silny wiatr sprawiał, że odczucia były zupełnie inne. W praktyce było chłodno i momentami wręcz nieprzyjemnie.
Dlatego nawet przy dobrej pogodzie warto mieć ze sobą kurtkę wiatrówkę i coś cieplejszego, bo warunki potrafią się szybko zmienić.
Krem z filtrem również może się przydać, bo mimo chłodnego wiatru po powrocie do domu okazało się, że słońce zrobiło swoje i wróciliśmy całkiem mocno opaleni. Wiatr skutecznie maskował odczucie wysokiego nasłonecznienia.
Jedzenie i woda
Każdy z nas miał butelkę wody i lekkie przekąski. Woda jest tu kluczowa, bo na trasie nie ma miejsc, gdzie można ją uzupełnić. Do tego owoce i coś słodkiego dla energii, co przy dłuższym wysiłku okazało się bardzo pomocne.
Zejście i powrót
Zejście zajęło nam dużo czasu, bo zmęczenie było już spore, a teren nadal wymagający. Mimo wszystko udało się wrócić bezpiecznie, choć trasa zajęła nam około 6 godzin, czyli znacznie dłużej niż standardowe 3 godziny podawane w przewodnikach.
Różnica wynika głównie z tempa dostosowanego do dziecka i licznych przerw.
Podsumowanie naszej trasy
Trasa Y Garn via Devil’s Kitchen jest wymagająca, ale niezwykle satysfakcjonująca. Daje ogromną dawkę widoków i emocji, ale trzeba być przygotowanym na trudne warunki, strome podejścia i silny wiatr.
Z siedmioletnim dzieckiem da się ją przejść, ale tylko przy dobrej asekuracji i odpowiednim przygotowaniu. Mimo zmęczenia i kilku trudniejszych momentów, wróciliśmy bardzo zadowoleni i z poczuciem dobrze przeżytej przygody.
Jeśli lubicie górskie wyzwania i nie boicie się odrobiny wysiłku, Y Garn z pewnością powinien znaleźć się na waszej liście miejsc do odwiedzenia. My na pewno jeszcze kiedyś tu wrócimy.
