Wodospad Pistyll Rhaeadr – Walijski cud natury i nasza przygoda.

Są takie miejsca, do których wystarczy jedna fotografia, by zapragnąć zobaczyć je na żywo. Tak właśnie było z Pistyll Rhaeadr, jednym z najbardziej imponujących wodospadów w Walii. 

Gdy tylko zobaczyliśmy jego zdjęcia, wiedzieliśmy, że musimy tam zabrać Małolatę. A że każda okazja do rodzinnej wyprawy na łono natury jest dobra, spakowaliśmy plecak, termos z herbatą i ruszyliśmy w stronę gór Berwyn.

Pistyll Rhaeadr (czyta się mniej więcej „pistyl hraajadr”, choć przyznajmy do dziś nie jesteśmy pewni, czy dobrze to wymawiamy) to najwyższy pojedynczy wodospad w Walii. Woda rzeki Afon Disgynfa spada tu trójstopniowo z 73 metrów wysokości, tworząc widok, który robi wrażenie nawet na tych, którzy niełatwo się zachwycają.

Wodospad znajduje się około 6 kilometrów od wioski Llanrhaeadr-ym-Mochnant, na północnym skraju Parku Krajobrazowego Berwyn. Już sama droga do tego miejsca prowadzi przez malownicze, wąskie dróżki wijące się między wzgórzami – a im bliżej celu, tym bardziej czuliśmy, że trafiamy do jakiegoś zakątka z bajki.

Na miejscu przywitało nas nie tylko dudnienie spadającej wody, ale też bardzo przyjemna infrastruktura. Tuż przy niewielkim parkingu znajduje się klimatyczna kawiarenka i restauracja o nazwie Tan-y-Pistyll, co znaczy „dom u podnóża wodospadu”. To idealne miejsce na ciepłą herbatę po spacerze, ale zanim zdążyliśmy zamówić cokolwiek, Małolata już ciągnęła nas w stronę wodospadu. 

Obok kawiarni działa również mały pensjonat typu Bed & Breakfast, można więc zostać tu na dłużej i obudzić się rano przy szumie wody. Dla miłośników spania pod gwiazdami jest też pole namiotowe zlokalizowane wzdłuż szemrzącego strumyka, który wypływa z samego szczytu wodospadu.

To miejsce już od pierwszych chwil zrobiło na nas ogromne wrażenie, nie tylko ze względu na sam wodospad, ale też na to, jak pięknie wkomponowane jest w naturę. A to dopiero początek naszej przygody…

Trochę historii, odrobina legendy i cała masa dzikiej przyrody

Stojąc u podnóża Pistyll Rhaeadr i patrząc, jak woda z hukiem spada po ciemnych skałach, trudno się nie zastanowić, jak to miejsce wyglądało setki, a nawet tysiące lat temu. Co ciekawe, sam wodospad nie został ukształtowany przez lodowiec, jak większość okolicznych formacji – powstał w wyniku erozji wodnej, która przez tysiące lat drążyła drogę w skałach z epoki syluru.

To właśnie dzięki temu Pistyll Rhaeadr ma tak unikalny, wielopoziomowy charakter, i dlatego dziś uznawany jest za jeden z „Siedmiu Cudów Walii”.

Ale nie tylko geologia przyciąga tu ludzi od pokoleń.

W okolicy krąży legenda o skrzydlatym wężu, który miał mieszkać w jeziorze Llyn Luncaws, gdzieś wysoko w górach. Podobno raz na jakiś czas zlatywał nad dolinę i porywał owce, a nawet dzieci.

Choć Małolata uznała tę historię za „super, ale nierealną”, musieliśmy przyznać, że coś w tej atmosferze miejsca rzeczywiście pobudza wyobraźnię.

W XIX wieku odwiedzał to miejsce podróżnik i pisarz George Borrow, który opisał Pistyll Rhaeadr jako „nić jedwabiu roztrzaskaną burzą”. I trzeba przyznać coś w tym jest. Szczególnie gdy patrzy się na wodospad z dalszej perspektywy, widać, jak woda łagodnie zaczyna swój spadek, by nagle z impetem runąć w dół.

Przyroda wokół wodospadu jest zachwycająca, gęste lasy pełne mchów, paproci, dzikich kwiatów i śpiewających ptaków. Dzięki temu, że część terenu jest chroniona przed wypasem owiec, wiele rzadkich roślin ma tu idealne warunki do życia. 

Wzdłuż ścieżek towarzyszących rzece można dostrzec nie tylko kolorowe motyle i ważki, ale też miejscami miniwodospady, które tworzą przyjemne, naturalne kąpieliska.

Im wyżej się idzie, tym bardziej krajobraz się zmienia z zacienionego lasu przechodzimy w teren bardziej otwarty, górzysty, z którego rozciągają się widoki aż po horyzont. To miejsce nie tylko pięknie wygląda, ale też ma w sobie coś kojącego, jakby człowiek na chwilę wyłączał się z codzienności i łapał oddech, dosłownie i w przenośni.

Nasza przygoda pod wodospadem – mokre stopy i piknik z widokiem

Do Pistyll Rhaeadr dotarliśmy w pogodny dzień, w sam raz na górski spacer i trochę relaksu w naturze. 

Zaparkowaliśmy na głównym parkingu, tuż obok kawiarni i pensjonatu. Parking jest płatny, ale niezbyt drogi, a miejsca było sporo, choć podejrzewamy, że w szczycie sezonu weekendowego może być trudniej z wolnym miejscem, szczególnie jeśli ktoś liczy na darmowe lay-by przy drodze dojazdowej. Te rozchodzą się szybko, więc warto być wcześniej.

Po krótkim ogarnięciu się i wypatrzeniu mapki terenu, ruszyliśmy w stronę wodospadu. Już po kilku krokach słychać było jego szum, a gdy stanęliśmy u jego stóp – efekt był niesamowity. Huk wody, która rozbija się o skały, chłód unoszący się w powietrzu i ten widok – woda spadająca z ogromnej wysokości, pomiędzy zielenią i czarnymi, omszałymi skałami. Małolata była zachwycona.

Usiedliśmy sobie na chwilę na jednym z dużych kamieni tuż przy brzegu, podziwiając wodospad i chłonąc tę ciszę przerywaną tylko szumem wody. Włożenie nóg do strumienia okazało się świetnym pomysłem – woda była lodowata, ale przyjemnie orzeźwiająca. Kamienie w wodzie są śliskie, więc weszliśmy tylko do kostek – wystarczyło, żeby się ochłodzić.

Gdyby ktoś planował coś podobnego, warto mieć ze sobą buty do wody albo dziecięce gumowe klapki typu „kroksy”. Ale o tym więcej wspomnimy jeszcze w praktycznych poradach.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy ścieżką prowadzącą na szczyt wodospadu. Podejście nie jest bardzo wymagające – owszem, jest trochę pod górę, ale nie na tyle, żeby trzeba było się jakoś specjalnie przygotowywać. Dzieci na pewno dadzą sobie radę, choć lepiej, żeby szły pod czujnym okiem dorosłych – szczególnie w górnej części trasy, gdzie robi się bardziej stromo i są miejsca, w których łatwo o poślizg.

Na górze czekały na nas jeszcze piękniejsze widoki – tuż przy samym skraju klifu można podejść (z dużą ostrożnością!) i spojrzeć w dół, gdzie woda roztrzaskuje się o skały. Obok znajduje się niewielki lasek i strumień, który zasila cały wodospad. 

Szliśmy kawałek wzdłuż jego biegu, aż znaleźliśmy miejsce idealne na mały piknik, 
trochę w cieniu, z szumem wody w tle. Wyciągnęliśmy kanapki, herbatę z termosu i zrobiliśmy sobie spokojną przerwę, po której ruszyliśmy tą samą trasą z powrotem w dół.

Cała wyprawa nie zajęła nam całego dnia, ale wystarczająco dużo, żeby wracać z poczuciem, że naprawdę oderwaliśmy się od codzienności. I że znowu odkryliśmy jedno z tych miejsc, do których z przyjemnością wraca się wspomnieniami – a może nawet kiedyś wróci się naprawdę.

Praktyczne porady – co warto wiedzieć przed wyprawą do Pistyll Rhaeadr

Jeśli planujecie odwiedzić Pistyll Rhaeadr z dziećmi, to dobra wiadomość – to miejsce jest naprawdę rodzinne, choć kilka rzeczy warto mieć na uwadze, żeby wycieczka była przyjemna i bezstresowa.

Parking i dojazd

• Główny parking znajduje się tuż przy wodospadzie – obok kawiarni Tan-y-Pistyll i pensjonatu B&B. Parking jest płatny (ok. £5 za cały dzień, płatność gotówką lub przez aplikację), ale przestronny.

• Jeśli przyjedziecie wcześnie rano lub poza weekendem, można spróbować zaparkować w lay-by przy wąskiej drodze prowadzącej do wodospadu – są darmowe, ale szybko się zapełniają.

• Droga dojazdowa jest kręta i wąska, zwłaszcza ostatni odcinek – trzeba jechać ostrożnie, szczególnie gdy mijają się dwa auta.

Trasy i ścieżki

• Trasa spod parkingu pod wodospad to kilka minut spaceru – idealna dla rodzin z małymi dziećmi.

• Wejście na górę jest nieco bardziej wymagające (ok. 30–40 minut w jedną stronę), ale większość dzieci spokojnie da sobie radę. Trzeba uważać w górnej części – są miejsca, gdzie jest blisko do krawędzi.

• Na górze można przejść kawałek wzdłuż strumienia i znaleźć ciche miejsce na piknik.

Co zabrać ze sobą

• Buty trekkingowe lub sportowe – trasa może być śliska, zwłaszcza po deszczu.

• Buty do wody lub klapki typu „kroksy” dla dzieci – świetnie sprawdzą się do zamoczenia nóg w strumieniu.

• Koc i coś do jedzenia – miejsca piknikowe w naturze są lepsze niż każde „oficjalne” miejsce z ławkami.

• Ciepłe ubranie lub kurtka przeciwdeszczowa – pogoda w górach potrafi się szybko zmienić.

Nocleg i gastronomia

• Przy parkingu działa klimatyczna kawiarnia/restauracja Tan-y-Pistyll, gdzie można zjeść coś ciepłego albo napić się herbaty.

• Działa tam też niewielki pensjonat B&B, idealny na spokojny nocleg w górach.

• Tuż obok znajduje się pole namiotowe – z miejscami dla namiotów, campervanów i przyczep kempingowych.

Najlepszy czas na wizytę

• Wiosna i lato – soczysta zieleń, dobre warunki do spacerów i pikników.

• Jesień – piękne kolory i mniej tłumów.

• Zima – warto tylko dla bardzo zmotywowanych piechurów, bo ścieżki mogą być oblodzone, a dostęp trudniejszy. Ale jeśli akurat spadnie śnieg (co w Wielkiej Brytanii zdarza się rzadko), wodospad wygląda wtedy naprawdę wyjątkowo i bajkowo, więc zimowa wizyta też potrafi zrobić ogromne wrażenie.

I to by było na tyle!

Pistyll Rhaeadr? No cudo. Serio, ani zdjęcia, ani opisy nie oddają tego, jak tam jest w rzeczywistości. Woda leci z takiej wysokości, że aż chce się stać i patrzeć bez końca. 

A cała okolica totalnie jak z bajki. Jeśli szukacie miejsca, żeby trochę pospacerować, pobyć razem i nacieszyć oczy, to… nie kombinujcie, tylko jedźcie. 

My polecamy z całego serca.

Podobne wpisy