Tenby w Walii. Rodzinny weekend nad Morzem Celtyckim

Kolejna fala upałów w Wielkiej Brytanii sprawiła, że tym razem zamiast nad jezioro postanowiliśmy wybrać się nad morze.

Naszym celem było Tenby, jedno z bardziej turystycznych nadmorskich miasteczek w Walii, które od dawna znajdowało się na naszej liście miejsc wartych ponownego odwiedzenia. Wiedzieliśmy, że podczas słonecznego, wakacyjnego weekendu będzie tu tłoczno, ale szerokie plaże, malowniczy port i urokliwe uliczki sprawiły, że uznaliśmy, iż warto zaryzykować.

Ponieważ noclegi w samym Tenby były w tym terminie bardzo drogie, zatrzymaliśmy się w pobliskim Pembroke Dock, skąd dojazd samochodem zajmuje około 20 minut. To okazało się świetnym rozwiązaniem, które pozwoliło nam sporo zaoszczędzić, a jednocześnie mieć wszystkie atrakcje Tenby na wyciągnięcie ręki.

W tym artykule pokażemy Wam, co warto zobaczyć w Tenby w jeden dzień lub podczas weekendowego wyjazdu. Opowiemy o miejscach, które odwiedziliśmy, podzielimy się praktycznymi wskazówkami oraz zdradzimy, gdzie zaparkować, gdzie dobrze zjeść, gdzie łowić kraby z dziećmi i dlaczego warto wejść na St. Catherine’s Island.

Jeśli planujecie rodzinny wyjazd do Walii, ten przewodnik pomoże Wam zaplanować cały dzień bez zbędnego stresu.

Gdzie leży Tenby i dlaczego warto je odwiedzić?

Tenby to niewielkie, liczące niespełna pięć tysięcy mieszkańców miasteczko położone na południowo zachodnim wybrzeżu Walii, w hrabstwie Pembrokeshire. Choć nie jest dużym kurortem, od lat uznawane jest za jedno z najpiękniejszych nadmorskich miejsc w całej Wielkiej Brytanii.

Historia Tenby sięga ponad tysiąca lat. Początkowo była to niewielka osada rybacka, która z czasem zaczęła rozwijać się dzięki dogodnemu położeniu nad Morzem Celtyckim.

W średniowieczu miasto otoczono potężnymi murami obronnymi, których fragmenty można podziwiać do dziś. Spacerując po centrum, łatwo zauważyć, że wiele ulic zachowało swój historyczny układ, a kamienne bramy i mury przypominają o czasach, gdy Tenby było ważnym portem handlowym i musiało bronić się przed najazdami.

Dziś Tenby słynie przede wszystkim z turystyki. To miejsce, w którym można spędzić aktywny dzień, spacerując po urokliwych uliczkach, odpoczywając na jednej z kilku szerokich plaż lub wybierając się na rejs po okolicy. Miasto zachowało swój wyjątkowy klimat.

Nie znajdziecie tutaj długiej promenady pełnej głośnych atrakcji. Zamiast tego czekają na Was niewielkie sklepiki, klimatyczne restauracje, kawiarnie oraz piękne punkty widokowe, z których można podziwiać zatokę i charakterystyczną wyspę St. Catherine’s Island.

To właśnie połączenie historii, natury i spokojnej atmosfery sprawia, że Tenby jest świetnym miejscem zarówno na jednodniową wycieczkę, jak i dłuższy rodzinny pobyt. My odwiedziliśmy je podczas wyjątkowo gorącego, letniego weekendu i mimo dużej liczby turystów ani przez chwilę nie mieliśmy wrażenia, że jest zbyt tłoczno.

Szerokie plaże sprawiają, że każdy znajdzie tu kawałek miejsca dla siebie, a dzieci mogą bez końca bawić się w piasku, budować zamki i pluskać przy brzegu.

Jeżeli planujecie zwiedzanie południowej Walii, zdecydowanie warto wpisać Tenby na swoją listę. To miejsc, do których chce się wracać. Dla nas była to już druga wizyta i mamy przeczucie, że na pewno nie ostatnia.

Nasze Zwiedzanie Tenby. Castle Beach, Castle Hill i wieczorny spacer po mieście

Po zameldowaniu w wynajętym domu w Pembroke Dock i krótkim odpoczynku ruszyliśmy do Tenby. Sam dojazd zajął nam około 20 minut, dlatego nocleg poza miastem okazał się naprawdę dobrym wyborem. Nie tylko sporo zaoszczędziliśmy, ale też bez problemu mogliśmy w każdej chwili wrócić do apartamentu.

Samochód zostawiliśmy na parkingu Five Arches Pay and Display Car Park, położonym bardzo blisko historycznego centrum. Chociaż dotarliśmy tam dopiero po południu, kiedy ruch turystyczny był już naprawdę duży, mieliśmy sporo szczęścia. Parking był praktycznie pełny, ale po kilku minutach oczekiwania zwolniło się jedno miejsce i udało nam się zaparkować.

Jeśli planujecie odwiedzić Tenby w sezonie letnim, warto uzbroić się w odrobinę cierpliwości lub przyjechać wcześniej.

Pierwsze kroki skierowaliśmy na Castle Beach. To jedna z najbardziej charakterystycznych plaż w Tenby. Z jednej strony otaczają ją kolorowe kamienice i port, z drugiej góruje wzgórze Castle Hill z pięknym punktem widokowym, a całość zamykają skaliste klify, w których kryją się niewielkie jaskinie. Podczas odpływu skały odsłaniają się jeszcze bardziej, dzięki czemu można zajrzeć do tych naturalnych zakamarków.

Mimo słonecznej pogody i środka sezonu plaża nie sprawiała wrażenia zatłoczonej. Bez problemu znaleźliśmy spokojne miejsce, żeby na chwilę usiąść, nacieszyć się widokami i oczywiście sprawdzić temperaturę wody.

Nie wytrzymaliśmy długo i po chwili oboje z Małolatą moczyliśmy nogi w morzu. Niestety, mimo panujących upałów woda okazała się lodowata. Chłodziła błyskawicznie, ale jednocześnie dawała przyjemną ulgę po spacerze w pełnym słońcu.

Z plaży weszliśmy na Castle Hill, które naszym zdaniem jest obowiązkowym punktem każdej wizyty w Tenby. To właśnie stąd rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na całe miasteczko.

Z góry doskonale widać kolorowe domy ustawione wzdłuż portu, złocistą plażę, łodzie kołyszące się na wodzie oraz charakterystyczną wyspę St. Catherine’s Island z górującym nad nią fortem.

Jeśli mielibyśmy wskazać jedno miejsce, z którego warto zrobić pamiątkowe zdjęcia, bez wahania wybralibyśmy właśnie Castle Hill.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w stronę portu. Spacer wzdłuż nabrzeża to świetna okazja, żeby przyjrzeć się dziesiątkom zacumowanych łodzi i poczuć prawdziwy klimat nadmorskiego miasteczka.

Przy odpływie można podejść znacznie bliżej morza i zobaczyć port z zupełnie innej perspektywy. Warto też zwrócić uwagę na liczne łodzie oferujące rejsy po okolicy oraz wyprawy wędkarskie. Jeśli będziecie mieli więcej czasu niż my, taka wycieczka może być bardzo ciekawym urozmaiceniem pobytu.

Kolejnym punktem naszego spaceru było stare miasto. Wąskie uliczki, kolorowe fasady budynków i zachowane fragmenty średniowiecznych murów sprawiają, że można odnieść wrażenie, jakby czas płynął tu trochę wolniej.

Spacerując między restauracjami i niewielkimi sklepikami, co chwilę zatrzymywaliśmy się przed wystawionymi kartami dań. W końcu trzeba było zdecydować, gdzie zjemy kolację.

Najbardziej spodobało nam się menu w Tudor Mount Gastrobar i to właśnie tam postanowiliśmy usiąść. Wybraliśmy stolik na zewnątrz, chociaż po chwili doszliśmy do wniosku, że są one raczej stworzone do wypicia kawy lub wieczornego drinka niż wygodnej rodzinnej kolacji.

Mimo to klimat miejsca był bardzo przyjemny, a jedzenie wynagrodziło nam ten niewielki minus.

Na przystawkę i danie główne postawiliśmy na lokalne smaki. Zamówiliśmy walijskie mule w kremowym sosie z białego wina i czosnku oraz makaron linguine z lokalnym krabem i krewetkami królewskimi.

Małolata zaskoczyła nas swoim wyborem, bo zamiast klasycznych nuggetsów czy burgera zamówiła z dziecięcego menu grillowanego steka wołowego z pieczonym ziemniakiem i zielonym groszkiem.

Wszystkie dania były świeże, bardzo smaczne i świetnie przygotowane. Za kolację dla naszej trójki wraz z napojami zapłaciliśmy około 100 funtów.

Najedzeni i zmęczeni całym dniem wróciliśmy do naszego domu w Pembroke Dock. Przed nami był jeszcze drugi dzień pełen atrakcji, który zamierzaliśmy spędzić głównie na jednej z najpiękniejszych plaż w Tenby. Jak się później okazało, to właśnie wtedy spotkała nas jedna z najzabawniejszych przygód podczas całego weekendu.

Plażowanie w Tenby, St. Catherine's Island i najlepsza atrakcja dla dzieci, czyli łowienie krabów

Niedzielę postanowiliśmy rozpocząć wcześnie. Naszym planem było całodzienne plażowanie na South Beach, dlatego z wynajętego domu wyjechaliśmy jeszcze przed godziną 8:30. Dzięki temu na parking South Beach Car Park dotarliśmy przed 9:00 i bez problemu znaleźliśmy wolne miejsce.

To zdecydowanie jedna z naszych najważniejszych wskazówek. Jeśli wybieracie się tutaj latem i chcecie spędzić cały dzień na plaży, warto przyjechać jak najwcześniej. Około 10:00 parking był już praktycznie pełny.

Do samochodu spakowaliśmy wszystko, czego mogliśmy potrzebować. Duży namiot plażowy, koc, lodówkę turystyczną z zimnymi napojami, przekąski i oczywiście zabawki do piasku.

Już po kilku minutach od rozłożenia naszego małego obozowiska mogliśmy cieszyć się spokojem. O tej porze na plaży było zaledwie kilka osób spacerujących brzegiem morza, a jedynym minusem okazał się dość silny wiatr.

Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, było sprawdzenie temperatury wody. Liczyliśmy, że po kilku dniach upałów Morze Celtyckie będzie choć trochę cieplejsze. Rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze oczekiwania. Woda była naprawdę lodowata. Krótkie wejście do morza skutecznie nas ochłodziło, ale na dłuższą kąpiel zdecydowanie nie mieliśmy ochoty.

Za to natura przygotowała dla nas inną niespodziankę. Dzień wcześniej przypływ całkowicie odcinał dostęp do St. Catherine’s Island, natomiast tego ranka morze cofnęło się na tyle daleko, że bez problemu mogliśmy przejść suchą stopą na wyspę.

Jeśli planujecie odwiedzić to miejsce, koniecznie sprawdźcie godziny przypływów i odpływów. To właśnie od nich zależy, czy będzie można dostać się na wyspę.

Na szczycie znajduje się St. Catherine’s Fort, XIX wieczna twierdza zbudowana w celu ochrony wybrzeża. Wejście kosztowało nas 5 funtów za osobę dorosłą i 2,50 funta za dziecko. Samo zwiedzanie zajmuje około pół godziny, ale naszym zdaniem zdecydowanie warto tam zajrzeć.
W środku znajduje się niewielka wystawa poświęcona historii fortu oraz kilka dodatkowych ekspozycji.

Można zobaczyć między innymi pamiątki związane z rybołówstwem, eksponaty nawiązujące do piratów czy przejść przez niewielki Creepy Corridor przygotowany w klimacie domu strachu. Dzieciom z pewnością spodoba się także królewski tron z koronami, przy którym można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. My oczywiście również skorzystaliśmy z tej okazji.

Największe wrażenie zrobiły jednak widoki. Z murów fortu rozciąga się piękna panorama na South Beach, Castle Beach i kolorowe domy Tenby. To jedno z tych miejsc, z których trudno odejść bez zrobienia kilkunastu zdjęć.

Po powrocie na plażę czekała na nas mała niespodzianka. Już z daleka zauważyliśmy grupę mew kręcących się wokół naszego namiotu. Przez chwilę byliśmy przekonani, że dobrały się do reklamówki z jedzeniem i właśnie urządzają sobie ucztę naszym kosztem.

Małolata ruszyła biegiem, żeby przepędzić nieproszonych gości, a my chwilę później odetchnęliśmy z ulgą. Okazało się, że mewy znalazły jedynie kilka okruszków leżących w piasku i nasze zapasy pozostały nietknięte.

To była dobra lekcja, że ostrzeżenia umieszczone przy plaży nie są przypadkowe. Mew nie wolno dokarmiać, a jedzenie najlepiej trzymać schowane. Ptaki bardzo szybko uczą się, że w pobliżu turystów można znaleźć łatwy posiłek i potrafią być naprawdę zaskakująco odważne.

Z każdą godziną wiatr stawał się coraz słabszy, a temperatura rosła. W końcu ponownie weszliśmy do morza. Tym razem udało nam się dojść mniej więcej do pasa, ale na pełną kąpiel wciąż było zbyt zimno. Co ciekawe, wielu innych plażowiczów w ogóle się tym nie przejmowało i pływało, jakby temperatura wody była idealna.

Resztę dnia spędziliśmy dokładnie tak, jak powinien wyglądać rodzinny wypoczynek nad morzem. Były wyścigi od namiotu do wody, budowanie zamków z piasku i mnóstwo śmiechu.

W pewnym momencie podeszła do nas mama jednej z dziewczynek i zapytała, czy jej córka może dołączyć do wspólnej zabawy. Oczywiście zgodziliśmy się bez chwili wahania.

Dziewczynka miała na imię Darcy i bardzo szybko razem z Małolatą stworzyły zgrany duet, który przez dłuższy czas budował piaskowe forty i wymyślał kolejne zabawy.

Ja w tym czasie mogłem w końcu usiąść przy namiocie, odpocząć, złapać trochę słońca i po prostu nacieszyć się widokiem.

Kiedy po południu zaczęliśmy składać plażowy sprzęt, wydawało się, że to już koniec atrakcji. Nic bardziej mylnego. Przed wyjazdem do domu czekała nas jeszcze jedna aktywność, której Małolata nie mogła się doczekać od początku weekendu, czyli łowienie krabów w porcie.

Po drodze kupiliśmy niewielkie wiaderko na nasze przyszłe zdobycze oraz pamiątkowy magnes. Sprzęt do łowienia mieliśmy już z poprzednich wyjazdów, a jako przynętę zabraliśmy z domu bekon. Po kilku wcześniejszych próbach w różnych miejscach możemy śmiało powiedzieć, że słony boczek sprawdza się znakomicie.

W porcie panował spory ruch. Część osób kąpała się w wodzie, dzieci skakały z nabrzeża, dlatego poszukaliśmy spokojniejszego miejsca nieco dalej od głównej części portu. To była dobra decyzja.

Już po chwili zaczęliśmy wyciągać pierwsze kraby. Trafiła nam się nawet niewielka krewetka, która zaplątała się w siatkę.

Łowienie krabów wciąga bardziej, niż mogłoby się wydawać. Każde wyciągnięcie siatki to małe emocje i pytanie, co tym razem udało się złapać.

Godzina minęła nam błyskawicznie. Na koniec wszystkie kraby wróciły tam, gdzie ich miejsce, czyli do morza. Kiedy wypuszczaliśmy je do wody, dzieci bawiące się w pobliżu zaczęły biegać za uciekającymi skorupiakami. Śmiechu było co niemiara i był to bardzo sympatyczny finał naszego pobytu w porcie.

Jeśli będziecie mieli więcej czasu niż my, warto również zainteresować się ofertą lokalnych rejsów. Z portu wypływają łodzie organizujące między innymi połowy makreli, rejsy krajoznawcze czy wycieczki kajakowe.

Tym razem musieliśmy z nich zrezygnować, ale kilka lat wcześniej mieliśmy okazję popłynąć na połów makreli i do dziś wspominamy go jako jedną z najciekawszych atrakcji w tej części Walii.

Gdzie zjeść w Tenby, gdzie nocować i czy warto tu przyjechać?

Po emocjonującym łowieniu krabów przyszła pora powoli kończyć nasz weekend w Tenby. Zanim jednak wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną, postanowiliśmy zjeść jeszcze coś na szybko. Tym razem wybór padł na klasykę brytyjskiego wybrzeża, czyli fish and chips.

Po drodze z portu na parking zatrzymaliśmy się w restauracji D. Fecci and Sons Fish & Chips, która od lat cieszy się bardzo dobrą opinią zarówno wśród mieszkańców, jak i turystów.

Zamówiliśmy mini fish and chips oraz panierowane scampi. Porcje były solidne, a cena za klasyczną rybę z frytkami wynosiła około 10 funtów.

Czy było to najlepsze fish and chips, jakie jedliśmy? Szczerze mówiąc nie. Smakowało dokładnie tak, jak można spodziewać się po porządnie przygotowanym brytyjskim fast foodzie.

Jeśli będziecie akurat w pobliżu i najdzie Was ochota na klasyczny nadmorski posiłek, śmiało możecie tam zajrzeć. My jednak zdecydowanie lepiej wspominamy sobotnią kolację w Tudor Mount Gastrobar.

Podczas naszego pobytu przekonaliśmy się też, że wybór noclegu poza samym Tenby był bardzo dobrą decyzją. W środku sezonu letniego ceny hoteli i apartamentów w mieście potrafią być naprawdę wysokie.

My zatrzymaliśmy się w Pembroke Dock, oddalonym o około 20 minut jazdy samochodem. Za dobrze wyposażony dom z dwiema sypialniami, kuchnią i łazienką zapłaciliśmy 135 funtów za jedną noc dla trzech osób.

Dodatkowym plusem była bliskość sklepów takich jak Asda, Lidl, McDonald’s czy KFC. Dzięki temu mogliśmy bez problemu zrobić zakupy przed plażowaniem i nie przepłacaliśmy za nocleg w samym kurorcie.

Jeśli planujecie odwiedzić Tenby własnym samochodem, warto pamiętać o kilku praktycznych rzeczach. Parkingów jest kilka i oferują sporą liczbę miejsc, jednak podczas słonecznych weekendów bardzo szybko się zapełniają.

Na plażowanie najlepiej przyjechać przed godziną 9:00, natomiast podczas popołudniowego zwiedzania centrum trzeba liczyć się z tym, że czasem będzie trzeba chwilę poczekać na zwolnienie miejsca.

Koszt całodziennego postoju wynosi około 10 funtów, co jest dość typową ceną dla popularnych nadmorskich miejscowości w Wielkiej Brytanii.

South Beach zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. Plaża jest szeroka, piaszczysta i ma łagodne zejście do morza, dlatego świetnie nadaje się dla rodzin z dziećmi.

Na miejscu znajdują się toalety, a także punkt, w którym można wypożyczyć między innymi leżaki, parawany czy parasole plażowe.

Nawet podczas bardzo ciepłego weekendu nie odnieśliśmy wrażenia, że panuje tu ścisk. Każdy bez problemu znajdzie dla siebie kawałek piasku.

Czy warto odwiedzić Tenby?

Naszym zdaniem zdecydowanie tak. To miejsce, które łączy piękne plaże, ciekawe zabytki i spokojną atmosferę typowego walijskiego miasteczka.

W ciągu jednego dnia można wejść na punkt widokowy Castle Hill, pospacerować po historycznym centrum, odwiedzić St. Catherine’s Island, odpocząć na plaży, a na koniec wybrać się do portu na łowienie krabów lub rejs po zatoce.

To była już nasza druga wizyta w Tenby i utwierdziła nas w przekonaniu, że jest to miejsce, do którego chętnie się wraca. 

Tym razem odkryliśmy je na nowo z Małolatą i po raz kolejny przekonaliśmy się, że wcale nie trzeba lecieć na drugi koniec Europy, żeby spędzić fantastyczny rodzinny weekend nad morzem.

Jeżeli będziecie planować wakacje lub weekendowy wyjazd do południowej Walii, koniecznie wpiszcie Tenby na swoją listę. Jesteśmy przekonani, że tak jak nas, zachwyci Was jego wyjątkowy klimat i będzie to miejsce, do którego również będziecie chcieli kiedyś wrócić

Podobne wpisy