Syrakuzy w jeden dzień. Co zobaczyć i jak zaplanować zwiedzanie.

Syrakuzy to jedno z najstarszych i najważniejszych miast na Sycylii, którego historia sięga czasów starożytnej Grecji. To właśnie tutaj żył Archimedes, a samo miasto przez wieki było jedną z największych potęg regionu. Dziś zachwyca połączeniem historii, klimatycznych uliczek i nadmorskich widoków, które robią ogromne wrażenie już od pierwszych chwil.

To kolejny jednodniowy wypad, który zrobiliśmy z naszej bazy w Taormina. Jeśli trafiliście tutaj po naszym artykule o Katanii, to dokładnie ten sam styl podróżowania. Jeden dzień, konkretna trasa i maksimum tego, co da się zobaczyć bez biegania i zmęczenia. A jeśli jeszcze go nie widzieliście, to zdecydowanie warto tam zajrzeć, bo te dwa miasta świetnie się uzupełniają.

W tym artykule pokazujemy nasz sprawdzony plan zwiedzania Syrakuz krok po kroku. 

Syrakuzy dzielą się na dwie główne części. Z jednej strony mamy historyczną Ortigię, czyli serce miasta, a z drugiej nowoczesną część z rozległym Parco Archeologico della Neapolis.

My tym razem postawiliśmy w pełni na Ortigię. To właśnie tutaj znajduje się największe zagęszczenie atrakcji, klimatyczne uliczki i miejsca, które najlepiej oddają charakter Syrakuz.

To nie jest lista wszystkich atrakcji Syrakuz. To przemyślana trasa „must see”, którą da się spokojnie zrobić w jeden dzień, nawet podróżując z dzieckiem. Bez gonitwy, bez odhaczania na siłę ale i bez poczucia, że coś Was omija.

Ten plan sprawdzi się zarówno dla rodzin, jak i dla osób, które mają ograniczony czas, a chcą zobaczyć to, co w Syrakuzach najważniejsze.

Zaczynamy od momentu przyjazdu i pierwszego kroku w stronę Ortigii, bo to właśnie tam zaczyna się cała historia.

Ortigia. Serce Syrakuz i najlepszy początek dnia

Po przyjeździe pociągiem do Syrakuz ruszyliśmy na Ortigię pieszo. To około 20 minut spaceru od stacji, ale spokojnie dacie radę, nawet z dzieckiem. Już po drodze czuć, że zbliżacie się do miejsca z zupełnie innym klimatem niż „zwykłe miasto”.

Ortigia to niewielka wyspa, która jest historycznym centrum Syrakuz i jednocześnie miejscem, gdzie skupia się wszystko to, co w tym mieście najciekawsze.

To właśnie tutaj zaczęła się historia Syrakuz. Wąskie uliczki, jasne kamienne budynki, małe place i widok na morze praktycznie na każdym kroku. Spacerując bez planu, i tak co chwilę traficie na coś ciekawego.

Ortigia jest na tyle kompaktowa, że spokojnie można zwiedzać ją pieszo. I to jest najlepsza opcja. Bez pośpiechu, bez kombinowania, po prostu idziecie przed siebie i chłoniecie klimat.

My zaczęliśmy zwiedzanie od miejsca, które trochę łatwo przeoczyć, jeśli nie wiecie, czego szukać, ale tak naprawdę to jeden z najstarszych punktów na całej mapie miasta.

1. Temple of Apollo. Początek historii Syrakuz

Zaraz po wejściu na Ortigię traficie na rozległy plac, na którym stoją kamienne ruiny. Na pierwszy rzut oka mogą wyglądać niepozornie, ale to właśnie tutaj zaczyna się historia miasta.

Temple of Apollo to jedna z najstarszych świątyń doryckich na całej Sycylii. Powstała około VI wieku przed naszą erą, czyli w czasach, kiedy Syrakuzy dopiero budowały swoją pozycję jako jedna z najważniejszych greckich kolonii w tej części świata.

Dziś nie zobaczycie tu kompletnej budowli. Zostały głównie fragmenty kolumn i fundamentów, ale jeśli zatrzymacie się na chwilę i spróbujecie to sobie wyobrazić, skala robi wrażenie. 

To nie była mała świątynia gdzieś na uboczu. To był ważny punkt miasta, miejsce religijne i symbol jego znaczenia.

Co ciekawe, przez wieki to miejsce zmieniało swoją funkcję. Świątynia była przekształcana w kościół, później w meczet, a potem znowu wracała do chrześcijaństwa. Dzięki temu to nie jest tylko „stara ruina”, ale miejsce, które pokazuje, jak zmieniała się historia Syrakuz.

Dla dzieci to może być moment, żeby trochę pobudzić wyobraźnię. Można spróbować opowiedzieć, jak wyglądało życie tutaj tysiące lat temu. Świątynia, ludzie, rytuały, zupełnie inny świat niż ten, który widzicie dzisiaj.

To dobry punkt na spokojny start dnia. Bez tłumów, bez pośpiechu, za to z poczuciem, że stoicie dokładnie tam, gdzie zaczynała się cała historia tego miasta.

A skoro już jesteśmy w tym klimacie codziennego życia i lokalnych smaków, to dosłownie kilka kroków dalej czeka miejsce, które pokazuje zupełnie inną, bardziej współczesną twarz Ortigii.

2. Mercato di Ortigia. Smaki, zapachy i prawdziwe życie miasta

Zaledwie kilka kroków od świątyni traficie w miejsce, które pokazuje zupełnie inną stronę Syrakuz. Z historii sprzed tysięcy lat przenosicie się nagle do świata zapachów, smaków i codziennego życia mieszkańców.

Mercato di Ortigia, czyli lokalny targ, to miejsce, które nie powstało „pod turystów”. On tu po prostu jest i od lat pełni swoją funkcję.  Już od rana przychodzą tu mieszkańcy, żeby kupić świeże ryby, warzywa, owoce i wszystko to, co później trafia na ich stoły.

I to czuć od razu. Zapach świeżych ziół miesza się z aromatem owoców morza, cytrusów i przypraw.

Sprzedawcy nawołują, zagadują, zachęcają do spróbowania swoich produktów. Jest głośno, momentami ciasno, ale w tym wszystkim jest energia, której nie da się podrobić.

To miejsce ma też swoje korzenie w bardzo długiej historii handlowej Syrakuz. Już w czasach starożytnych Ortigia była ważnym punktem wymiany towarów, a port, który znajduje się tuż obok, sprawiał, że przez miasto przewijały się różne kultury i smaki. I do dziś ten klimat jest tu wyczuwalny.

Na stoiskach znajdziecie praktycznie wszystko, co kojarzy się z Sycylią. Świeże ryby i owoce morza, lokalne sery, oliwki, pomidory, bakłażany, pistacje, migdały i oczywiście cytrusy, które tutaj smakują zupełnie inaczej niż te z supermarketów.

Jeśli macie chwilę, warto coś spróbować. Nawet małą przekąskę na szybko. Likier, kawałek sera, świeżo wyciśnięty sok. 

Dla dzieci to też fajne doświadczenie. Dużo kolorów, dużo się dzieje, można coś spróbować, coś zobaczyć, coś dotknąć. To zupełnie inny rodzaj „atrakcji” niż zabytki, ale często właśnie takie miejsca zostają w pamięci najdłużej

Warto tylko pamiętać, że targ działa głównie w pierwszej części dnia. Najlepiej przyjść tu rano albo w okolicach południa. Później większość stoisk zaczyna się zamykać i klimat trochę znika.

Nie musicie przychodzić tu z żadnym planem ani listą zakupów. Wystarczy chwilę pochodzić między stoiskami, rozejrzeć się i po prostu zobaczyć, jak wygląda codzienne życie na Ortigii.

A kiedy już złapiecie ten klimat, możecie ruszyć dalej w stronę spokojniejszego placu, który znajduje się dosłownie kilka minut stąd.

3. Piazza Archimede. Spokojniejsza twarz Ortigii

Z targu wystarczy przejść kilka minut w głąb Ortigii, żeby trafić na miejsce, gdzie tempo wyraźnie zwalnia. Piazza Archimede to plac, który na pierwszy rzut oka może wydawać się mniej spektakularny niż główny Piazza del Duomo, ale ma swój własny klimat

Plac powstał stosunkowo późno, bo dopiero w XIX wieku, kiedy Ortigia przechodziła zmiany urbanistyczne i zaczęła wyglądać bardziej „nowocześnie”. Nazwano go na cześć Archimedesa, czyli jednego z najsłynniejszych mieszkańców Syrakuz, matematyka i wynalazcy, o którym pewnie każdy słyszał jeszcze w szkole.

Na środku stoi Fontana di Artemide, czyli fontanna Diany, bogini łowów. To właśnie ona przyciąga tu najwięcej uwagi.

Rzeźby są dynamiczne, pełne ruchu, a całość przedstawia scenę związaną z lokalną legendą o nimfie Aretuzie, którą Diana miała chronić. Jeśli chwilę się zatrzymacie, łatwo zauważyć, ile detali kryje ta fontanna.

Wokół placu stoją eleganckie pałace z XIX wieku. Balkoniki, zdobienia, równe fasady. Wszystko jest tu bardziej uporządkowane niż w starszej części Ortigii. To trochę inny klimat niż ciasne uliczki i targ, który mijaliście przed chwilą.

To fajne miejsce na krótką przerwę w trakcie spaceru albo chwilę zabawy przy fontannie. U nas Małolata od razu poleciała w jej stronę, bo woda i ruch zawsze przyciągają uwagę dzieci. A fontanna to przecież idealne miejsce, żeby choć trochę pochlapać się wodą.

Ten plac dobrze pokazuje, jak Syrakuzy łączą różne epoki. Kilka minut wcześniej byliście przy ruinach starożytnej świątyni, potem na targu pełnym lokalnego życia, a teraz stoicie w miejscu, które powstało dużo później, ale nadal idealnie wpisuje się w charakter miasta.

Stąd już naprawdę blisko do najbardziej reprezentacyjnego miejsca na całej Ortigii, które za chwilę pokaże zupełnie inną skalę i robi pierwsze naprawdę „wow”.

4. Piazza del Duomo. Najpiękniejszy plac w Syrakuzach

Idąc dalej w stronę morza, traficie na miejsce, które robi ogromne wrażenie już od pierwszego spojrzenia. Piazza del Duomo to główny plac Syrakuz i jednocześnie jeden z najładniejszych fragmentów całej Ortigii.

To tutaj wszystko nagle się otwiera. Po wąskich uliczkach wychodzicie na szeroką przestrzeń, gdzie jasny kamień odbija światło i sprawia, że cały plac wygląda trochę jak filmowa scenografia.

Szczególnie w słoneczny dzień robi to robotę.

Plac powstał w miejscu dawnego greckiego akropolu, czyli najważniejszej części starożytnego miasta. Po trzęsieniu ziemi w 1693 roku został odbudowany w stylu barokowym i właśnie ten styl widać tu na każdym kroku. 

Spójna zabudowa, eleganckie pałace i dopracowane detale tworzą przestrzeń, która mocno wyróżnia się na tle innych miejsc w Syrakuzach.

Najważniejszym punktem jest oczywiście katedra, ale zanim do niej wejdziecie, warto po prostu przejść się po placu i złapać jego klimat.

Z jednej strony macie Palazzo Beneventano del Bosco, z drugiej ratusz, czyli Palazzo del Senato, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim toczy się normalne życie. 

Ludzie siedzą w kawiarniach, dzieci biegają po placu, ktoś robi zdjęcia. Dlatego czy jest się turystą czy lokalsem bardzo łatwo tutaj wtopić się w tłum.

Będąc na tym placu kolejnym krokiem jest wejście do środka najważniejszego budynku aby zobaczyć miejsca, które łączy w sobie zupełnie różne epoki.

5. Katedra w Syrakuzach. Dwa światy w jednym miejscu

Stojąc na Piazza del Duomo, trudno jej nie zauważyć. Z zewnątrz wygląda jak klasyczna barokowa katedra, ale wystarczy podejść bliżej, żeby zobaczyć, że to miejsce kryje coś znacznie więcej.

Katedra w Syrakuzach została zbudowana bezpośrednio na starożytnej świątyni Ateny z V wieku przed naszą erą. I to nie jest tylko ciekawostka z przewodnika. 

Te kolumny naprawdę tam są. Wystarczy spojrzeć na boczne ściany albo wejść do środka, żeby zobaczyć ogromne, kamienne filary, które pamiętają czasy starożytnej Grecji

To robi wrażenie, bo w jednym miejscu macie kilka warstw historii. Najpierw grecka świątynia, później kościół chrześcijański, w czasach arabskich meczet, a po powrocie Normanów znowu katedra.

 Każda epoka zostawiła tu swój ślad i dzięki temu to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż większość kościołów, które można zobaczyć na Sycylii.

Warto wejść do środka, nawet na chwilę. Wnętrze jest dość surowe, ale przez to jeszcze bardziej czuć skalę tych antycznych kolumn.

Po lewej stronie znajduje się kaplica św. Łucji, patronki Syrakuz, która ma tu ogromne znaczenie. To właśnie jej święto co roku przyciąga tłumy mieszkańców i jest jednym z najważniejszych wydarzeń w mieście.

Po wyjściu z katedry warto przejść dosłownie kawałek dalej, w stronę miejsca związanego z jedną z najbardziej znanych legend Syrakuz.

6. Fontanna Aretuzy. Mit, który naprawdę istnieje

Kolejnym punktem naszego planu jest miejsce, które łączy w sobie naturę i legendę, czyli Fontanna Aretuzy.

 Fontanna Aretuzy to nie jest zwykła fontanna. To naturalne źródło słodkiej wody, które znajduje się dosłownie kilka metrów od morza.

Już samo to brzmi trochę dziwnie, ale na miejscu robi jeszcze większe wrażenie. Z jednej strony macie otwarte morze, a tuż obok spokojną taflę wody otoczoną kamieniem i roślinnością. I co najciekawsze, ta woda jest słodka.

Z tym miejscem wiąże się jedna z najbardziej znanych legend Syrakuz. Według mitologii greckiej nimfa Aretuza uciekała przed bogiem rzeki Alfejosem. Żeby się przed nim ukryć, została zamieniona w źródło i właśnie tutaj „wypłynęła” na powierzchnię. Ta historia była opisywana już w starożytności i do dziś jest mocno związana z tożsamością miasta.

Ale nawet jeśli ktoś nie siedzi w mitologii, to i tak jest tu na czym zawiesić oko. W wodzie rosną papirusy, co w Europie jest naprawdę rzadkością. Do tego pływają ryby, czasem pojawiają się kaczki, a wszystko dzieje się w samym środku miasta.

Małolata oczywiście od razu podeszła bliżej, żeby zobaczyć, co tam pływa, i chwilę zajęło, zanim ruszyliśmy dalej. Takie miejsca mają to do siebie, że nie trzeba nic tłumaczyć. Wystarczy podejść i po prostu popatrzeć.

A skoro jesteśmy już na samym krańcu Ortigii, to nie możemy przeoczyć miejsca, które przez wieki pilnowało dostępu do miasta od strony morza.

7. Castello Maniace. Twierdza, która pilnowała miasta od strony morza

Na samym krańcu Ortigii stoi miejsce, które od razu pokazuje, jak ważne strategicznie były Syrakuzy.

Castello Maniace to potężna twierdza z XIII wieku, zbudowana na polecenie Fryderyka II, dokładnie tam, gdzie kończy się ląd.

To nie jest przypadek. Zamek powstał w miejscu, które pozwalało kontrolować cały dostęp do miasta od strony morza. W czasach, kiedy Syrakuzy były ważnym portem, taka lokalizacja miała ogromne znaczenie. 

Wcześniej funkcjonowały tu umocnienia związane z bizantyjskim dowódcą Jerzym Maniakesem i to właśnie od jego nazwiska pochodzi nazwa zamku.

Już z daleka widać, że to typowo obronna budowla. Kwadratowy plan, cztery okrągłe wieże i grube kamienne mury. Bez ozdobników, bez kombinowania, wszystko podporządkowane jednej funkcji.

Podejście do zamku prowadziło kiedyś przez most nad fosą, dziś już zasypaną, ale łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądało to w praktyce.

W środku nie ma typowego „muzeum z gablotami”, ale można przejść się po dziedzińcu, zajrzeć do wnętrz i przede wszystkim wyjść na mury. I to właśnie widoki robią tutaj największe wrażenie. Z jednej strony otwarte Morze Jońskie, z drugiej panorama Ortigii.

U nas to był taki moment, kiedy Małolata mogła trochę pobiegać i pobawić się w odkrywanie „zamku”, a my mieliśmy okazję zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy. Trochę historii, trochę przestrzeni i w końcu miejsce, gdzie nie trzeba lawirować między ludźmi jak w centrum.

Wejście kosztuje kilka euro i jeśli macie chwilę zapasu, warto tu zajrzeć, chociażby dla samego widoku i poczucia, jak wyglądała obrona takiego miasta od strony morza.

8. Lunch na Ortigii.

Po dotarciu do tego punktu trochę zgłodnieliśmy, więc uznaliśmy, że to idealny moment na lunch.

Jak się okazało, restauracja, w której planowaliśmy zjeść, była niestety zamknięta. I to bez żadnej informacji dlaczego.

Nie mając planu B, poszliśmy w coś, co na wyjazdach często sprawdza się najlepiej, czyli totalną spontaniczność. Zamiast szukać „tej jednej restauracji”, postawiliśmy przekąsić coś po drodze. 
Wpadły arancini, kawałek pizzy i smażone owoce morza, czyli klasyk w tej części Sycylii. To właśnie jest duży plus Ortigii. 

Nie trzeba się nastawiać się na konkretne miejsce. Wystarczy zejść w boczną uliczkę albo podejść bliżej morza i bez problemu znajdziecie coś dobrego.

My na chwilę usiedliśmy niedaleko zamku, w jednej z restauracji z widokiem na morze.

To pozwolił nam na chwile relaksu a słodki deser i chłodne napoje dodały energi do dalszego zwiedzania, bo przed nami była jeszcze jedna atrakcja, która pozwala spojrzeć na Ortigię z zupełnie innej perspektywy.

9. Rejs wokół Ortigii. Inna perspektywa na miasto

Po lunchu zdecydowaliśmy się na coś, czego początkowo nie mieliśmy na 100% w planie, czyli rejs wokół Ortigii. I to była naprawdę dobra decyzja.

Rejsy startują bezpośrednio z okolic portu i promenady na Ortigii. Na miejscu bez problemu znaleźliśmy małą łódkę i po krótkiej rozmowie z operatorem chwilę później byliśmy już na wodzie.

Podczas rejsu opłynęliśmy całą Ortigię i to właśnie z tej perspektywy najlepiej widać, jak wygląda miasto. Mury obronne, stare fortyfikacje i fragmenty zabudowy, które z lądu często gdzieś umykają, tutaj są na wyciągnięcie ręki.

Największe wrażenie zrobiły na nas jednak naturalne formacje skalne i morskie groty. W pewnym momencie wpłynęliśmy łódką do jednej z jaskiń i to był zdecydowanie jeden z ciekawszych momentów całej wycieczki. Światło odbijające się od wody, skały nad głową i ten specyficzny klimat w środku robią robotę.

Trafiliśmy też na bardzo dobrą pogodę i spokojne morze, więc sam rejs był naprawdę przyjemny. Bez bujania, bez stresu, bardziej taki spokojny moment, żeby usiąść i po prostu popatrzeć na miasto z innej strony.

Koszt godzinnego rejsu to 20 euro za osobę dorosłą i zupełnie za darmo dla dzieci więc naszym zdaniem to jedna z lepszych rzeczy, które można tu zrobić, jeśli macie trochę czasu i podróżujecie z dziećmi.

Dla Małolaty to była jedna z fajniejszych atrakcji tego dnia. Sama łódka, jaskinie i możliwość zobaczenia wszystkiego z wody zrobiły swoje.

Syrakuzy na koniec dnia. Spacer i szybkie przekąski.

Po rejsie wróciliśmy jeszcze na chwilę na Ortigię. To był już ten moment dnia, kiedy tempo naturalnie zwalnia i zamiast kolejnych atrakcji bardziej liczy się klimat, spacer i coś dobrego do jedzenia. 

Więc zanim ruszyliśmy w stronę stacji, złapaliśmy jeszcze coś do jedzenia po drodze. Bez większego planowania, po prostu tam, gdzie było po drodze i wyglądało dobrze.

W takich momentach często wpadają najprostsze rzeczy, które smakują najlepiej. Coś na szybko, coś lokalnego i jedzone już trochę w biegu, ale nadal w klimacie miejsca.

Ten moment był też dla nas małą lekcją z całego dnia. Że nie zawsze warto trzymać się sztywno planu.

Czasem ma się ochotę na coś innego, czasem miejsce, które było „pewniakiem”, okazuje się zamknięte, a czasem po prostu lepiej skręcić tam, gdzie akurat prowadzi Was droga. I właśnie wtedy często trafia się najlepiej.

Dlatego jeśli będziecie korzystać z naszego planu, potraktujcie go raczej jako wskazówkę niż coś, czego trzeba się trzymać punkt po punkcie. Przy podróżowaniu z dzieckiem elastyczność naprawdę robi robotę.

To był taki moment przejściowy między zwiedzaniem a powrotem. Bez spiny, bez planu, po prostu końcówka dnia w Syrakuzach.

Syrakuzy w jeden dzień. Czy to ma sens

Po całym dniu zwiedzania Syrakuzy okazały się idealnym kierunkiem na spokojny dzień. Ortigia jest na tyle kompaktowa, że wszystko jest pod ręką, a jednocześnie na tyle różnorodna, że dzieci się tu nie nudzą.

W naszym pierwotnym planie było jeszcze odwiedzenie Parco Archeologico della Neapolis, ale finalnie zabrakło już czasu i trochę też energii. 

I szczerze? Wcale nie mamy poczucia, że coś straciliśmy. Ten dzień był na tyle intensywny i pełny wrażeń, że dokładanie kolejnych punktów i zwiedzanie w pośpiechu mogłoby już tylko zepsuć ten rytm.

To tylko pokazuje, że taki plan zwiedzania jest po prostu dobrze wyważony. Spokojnie do zrobienia w jeden dzień, bez biegania i bez zmęczenia, co przy podróżowaniu z dzieckiem ma naprawdę duże znaczenie.

Jeśli jednak macie więcej czasu, więcej energii albo po prostu zależy Wam na zobaczeniu również starożytnych Syrakuz, to Parco Archeologico della Neapolis można dorzucić jako dodatkowy punkt, choć pamiętajcie że to park na sporym obszrze i aby go zwiedzoć należy przeznaczyć na to kilka godzin 

My potraktowaliśmy to trochę inaczej. Zamiast „odhaczać wszystko”, zostawiliśmy sobie powód, żeby tu wrócić. Bo Syrakuzy to miejsc, do których naprawdę chce się wracać.

I właśnie w takiej wersji, z Ortigią, spokojnym tempem i miejscem na spontaniczne decyzje jak lunch, ten plan sprawdził się u nas bardzo dobrze.

Co jeszcze zobaczyć na Sycylii w kilka dni. Nasze sprawdzone plany

Jeśli planujecie więcej niż jeden dzień zwiedzania Sycylii, to u nas znajdziecie gotowe plany na kolejne miejsca. Naszą bazą była Taormina i to właśnie stamtąd robiliśmy jednodniowe wypady. Każdy opisany tak jak tutaj, krok po kroku:

• Taormina – co zobaczyć, gdzie nocować i czy to dobra baza na pierwszy wyjazd na Sycylia?

Jeśli planujesz swoją podróż, możesz po prostu wziąć nasze trasy i dopasować je pod siebie. U nas zadziałało, więc myślę, że u Ciebie też się sprawdzi.

Podobne wpisy