Almaty w Kazachstanie, co zobaczyć w jeden dzień i czy warto się tu zatrzymać
Jednodniowe zwiedzanie Almaty w Kazachstanie - czy to w ogóle ma sens?
Podczas przesiadki w drodze do Tajlandii spędziliśmy w Almaty prawie dwa dni i byliśmy pozytywnie zaskoczeni tym, ile da się zobaczyć w tak krótkim czasie. Góry Tienszan, wjazd kolejką do Shymbulak, Medeu, Katedra Zenkowa, lokalna kuchnia i praktyczne porady dla rodzin z dziećmi – w tym artykule pokazujemy, jak zaplanować krótki pobyt w Almaty, co warto zobaczyć nawet przy ograniczonym czasie i dlaczego Kazachstan to kierunek, który zdecydowanie warto wziąć pod uwagę, nawet „przy okazji”.
Jak to się stało, że wylądowaliśmy w Kazachstanie?
Jak to się stało, że wylądowaliśmy w Kazachstanie? Kazachstan? Almaty? Przyznajemy bez bicia, to nie był nasz pierwotny plan na świąteczny urlop. Naszym celem była Tajlandia, a Almaty miały być tylko… przystankiem po drodze. Takim z kategorii „przesiadka i lecimy dalej”.
Ale że lotów bezpośrednich z Wielkiej Brytanii jak na lekarstwo, a ceny potrafiły zwalić z nóg, zaczęliśmy kombinować. I wtedy pojawił się pomysł: skoro i tak musimy się przesiadać, to zróbmy z tego coś więcej niż tylko czekanie na lotnisku. Opcji było kilka, ale ostatecznie wygrały Almaty w Kazachstanie bo były najtańsze, trochę egzotyczne i… bardzo mało oczywiste. To jedno z tych miejsc, do których raczej nie planuje się rodzinnych wakacji i właśnie dlatego wydało nam się ciekawe. Jak się później okazało, był to dobry pomysł.
Do Tajlandii lecieliśmy kazachstańskimi liniami Air Astana, co nie tylko obniżyło cenę biletów, ale też dało nam dostęp do bardzo sensownej oferty hotelowej w Almaty. W praktyce wyszło tak, że spędziliśmy tam prawie dwa dni, pierwszy raz w drodze „tam”, drugi raz w drodze powrotnej. I choć czasu było niewiele, to Almaty zdążyły zrobić na nas ogromne wrażenie.
Były góry jak z pocztówki, zimowy klimat, kazachstańska kuchnia, świąteczne dekoracje, a do tego spotkanie z dziewczyną o Polskich korzeniach mieszkającą na miejscu. Krótko mówiąc, miasto, które miało być tylko przesiadką, nagle stało się jedną z największych niespodzianek całej podróży.
I właśnie o tej naszej jednodniowej (a właściwie prawie dwudniowej) przygodzie w Almaty chcemy Wam teraz opowiedzieć, rodzinnie, na luzie i z konkretnymi wskazówkami, bo jeśli my daliśmy radę ogarnąć to z Małolatą, to Wy też spokojnie dacie.
Almaty co to za miasto i dlaczego w ogóle warto się tu zatrzymać?
Almaty to największe miasto Kazachstanu i przez wiele lat jego stolica (do 1997 roku). Dziś formalną stolicą jest Astana, ale nie oszukujmy się, to właśnie Almaty są sercem kraju. Kulturalnym, turystycznym i co najważniejsze dla podróżników najbardziej przyjaznym miastem Kazachstanu.
Miasto położone jest na południowym wschodzie kraju, u samego podnóża gór Tienszan, które momentami wyglądają jak wyjęte prosto z Alp. I to jest coś, co robi największe wrażenie już od pierwszych godzin pobytu, z jednej strony duże, nowoczesne miasto, a z drugiej ośnieżone sześciotysięczniki widoczne niemal z centrum.
Sama nazwa „Almaty” pochodzi od kazachskiego słowa alma, czyli jabłko, i nie jest to przypadek. Region ten uznawany jest za jedno z miejsc pochodzenia jabłoni, a jabłko do dziś jest jednym z symboli miasta (co widać nawet w miejskich rzeźbach i pamiątkach).
Historycznie Almaty to miejsce na styku kultur. Przez lata było częścią Imperium Rosyjskiego, później Związku Radzieckiego, a po rozpadzie ZSRR stało się ważnym ośrodkiem niepodległego Kazachstanu. Efekt? Ciekawa mieszanka wpływów azjatyckich, rosyjskich i postsowieckich, widoczna w architekturze, kuchni i codziennym życiu mieszkańców.
Pod względem turystycznym Almaty mają ogromny plus: atrakcje są bardzo blisko miasta.
W ciągu kilkudziesięciu minut można z centrum wjechać kolejką wysoko w góry (Medeu i Shymbulak), spacerować po zielonych parkach, zobaczyć zabytki z przełomu XIX i XX wieku, oraz odwiedzić lokalne bazary, restauracje i kawiarnie.
Jeśli chodzi o poruszanie się po mieście, to jest naprawdę prosto. My korzystaliśmy głównie z aplikacji Yandex Go i Bolt, tanio, szybko i bez kombinowania. Komunikacja miejska też istnieje (metro, autobusy), ale przy krótkim pobycie taxi wygrywa wygodą.
Płatności i gotówka
W Almaty na co dzień spokojnie ogarniecie płatności kartą, w hotelach, restauracjach i sklepach nie mieliśmy z tym żadnego problemu. U nas bez zarzutu działała wielowalutowa karta VISA (Revolut). Mimo wszystko warto mieć przy sobie trochę gotówki w lokalnej walucie, czyli kazachstańskim tenge (KZT), bo przydaje się przy taksówkach czy drobnych zakupach w mniejszych punktach. Najprostsza opcja to przywieźć dolary lub euro i wymienić je od razu po przylocie, na lotnisku. Jeśli temat płatności w podróży chcecie ogarnąć szerzej, mamy o nim osobny artykuł na blogu. [TUTAJ]
Co ważne z punktu widzenia rodzin: Almaty są bezpieczne, spokojne i przyjazne. Nie mieliśmy ani jednego momentu, w którym czulibyśmy się niekomfortowo z dzieckiem. Ludzie są raczej zdystansowani, ale życzliwi, a dzieci wzbudzają raczej uśmiech niż irytację.
Podsumowując Almaty to idealne miasto „na start” w odkrywaniu Kazachstanu. Nawet jeśli tak jak my wpadasz tu tylko na jeden dzień przy przesiadce, jesteś w stanie zobaczyć naprawdę dużo i… złapać apetyt na więcej.
Nasza przygoda, Almaty w jeden dzień (prawie)
Do Almat polecieliśmy w grudniu w okresie przedświątecznym, na miejscu wylądowaliśmy wcześnie rano, o 6:20, po długim locie z Wielkiej Brytanii. Zmęczeni, lekko rozbici czasowo, ale z tym specyficznym uczuciem ekscytacji, że jesteśmy w miejscu kompletnie innym niż wszystko, co do tej pory znaliśmy. Już na lotnisku dało się zauważyć jedno, tu wszystko działało sprawnie i bez nerwówki, co po nocnym locie naprawdę się docenia.
Około 8:00 byliśmy już w hotelu Kazzhol. Szybkie odświeżenie, prysznic, śniadanie i… trzeba było ruszać dalej, bo plan mieliśmy dość ambitny. Sam hotel jak na cenę, bardzo przyzwoity. Czysto, miła obsługa, dobre śniadanie, a wystrój… cóż, trochę jak luksusowe polskie hotele z lat 90. Widać tu wyraźnie postsowieckie wpływy, ale w pozytywnym, sentymentalnym wydaniu.
Po śniadaniu ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki (różnica temperatur między Tajlandią a Kazachstanem robi swoje) i zamówiliśmy taksówkę przez aplikację Yandex Go. To ważna informacja aplikacje działają tu świetnie i są dużo tańsze niż „łapani z ulicy” kierowcy, którzy potrafią rzucić ceną z kosmosu.
Naszym pierwszym celem było Medeu czyli kompleks sportowy położony wysoko w górach, znany przede wszystkim z jednego z najwyżej położonych lodowisk na świecie. Już sam dojazd robi wrażenie, a kiedy wysiada się na parkingu u podnóża gór Tienszan, człowiek na chwilę zapomina o zmęczeniu. Ośnieżone szczyty, świeże powietrze, narciarze, świąteczny klimat, wow od pierwszych minut.
Czas jednak nas gonił, więc po kilku zdjęciach ruszyliśmy do kas, żeby kupić bilety na wjazd gondolą do Shymbulak, największego ośrodka narciarskiego w Kazachstanie. Tu mała rada praktyczna, cenniki są tylko po kazachsku i rosyjsku, zapisane cyrylicą, a z angielskim bywa różnie. Tłumacz w telefonie bardzo się przydaje.
Wybraliśmy bilet na wjazd aż na trzecią stację, czyli najwyżej jak się da dla turystów. Dopłaciliśmy też do gondoli 360° z przeszkloną podłogą. Sama podłoga szczerze jest już trochę zmęczona życiem, ale ze względu na nieco wyższą cenę wagony są mniej oblegane, a szyby czystsze, co przy robieniu zdjęć robi ogromną różnicę. Jeśli komuś zależy na widokach i fotkach to warto dopłacić. Już pierwszy wjazd zrobił na nas ogromne wrażenie. Tego nie da się dobrze opisać, te góry po prostu trzeba zobaczyć.
Na pierwszej stacji (Shymbulak Base) znajduje się resort i spore zaplecze gastronomiczne, więc było tam najwięcej ludzi. My jednak ruszyliśmy dalej do Combi 1, a potem przerwa na kawę i gorącą czekoladę w Le Mont na wysokości 2850 m n.p.m. Widoki kosmos, a dodatkowo na zewnątrz grał DJ, co w takim miejscu było kompletnie nieoczekiwane.
Na koniec Combi 2 i ostatnia stacja. Kilka zdjęć, chwila ciszy, podziwianie panoramy i powoli zaczęliśmy zjeżdżać w dół. Warto wiedzieć, że po południu kolejki do zjazdu mogą być dłuższe, więc dobrze zaplanować czas z zapasem.
Nam udało się zjechać bez stresu i punktualnie dotrzeć na godzinę 14:30 do restauracji AUYL, gdzie byliśmy umówieni z Anastazją, Polką mieszkającą w Almatach. I to spotkanie było jednym z najmocniejszych punktów całej wyprawy. Tradycyjna kazachska kuchnia, siedzenie na podłodze przy oknie z widokiem na góry, baursaki na powitanie, lagman (ulubione danie dziadka Anastazji, Polaka) i kulinarne eksperymenty z mięsem konia oraz fermentowanym mlekiem z wielbłąda i konia. Smaki bardzo nietypowe, ale atmosfera ciepła i autentyczna.
Po obiedzie ruszyliśmy w stronę centrum, plan był ambitny: Zielony Bazar, Katedra Zenkowa, Panfilov Street i świąteczny Christmas Market. Niestety ogromny ruch, zmęczenie i szybko zapadający zmrok zrobiły swoje. Małolata zasnęła w taksówce, a po wyjściu była już w trybie ,,wracamy do hotelu i koniec”.
Zrobiliśmy więc kompromis, krótka wizyta w Katedrze Zenkowa. W środku trwało nabożeństwo, więc po cichu przeszliśmy się, podziwiając wnętrze. Na zewnątrz śnieg, wielka choinka, setki światełek, lodowisko pełne ludzi i prawdziwie świąteczna atmosfera. Idealne zakończenie intensywnego dnia.
Dwa tygodnie później, w drodze powrotnej z Tajlandii, znów wylądowaliśmy w Almaty tym razem po południu. Noc spędziliśmy w hotelu Otrar, tuż obok parku z katedrą. Chcieliśmy nadrobić Zielony Bazar, ale dotarliśmy tam już po zamknięciu.
Na szczęście nie wszystko było jeszcze pozamykane, pod bazarem działały dwa, może trzy małe straganiki z lokalnymi pamiątkami. Oczywiście nie mogliśmy odpuścić naszych tradycyjnych magnesów z podróży, więc szybko uzupełniliśmy kolekcję. Przy okazji była krótka pogawędka ze sprzedawcami. Większość nie mówiła po angielsku, ale młody chłopak chyba syn jednego z właścicieli coś tam rozumiał i pomagał w rozmowie. Wszyscy byli wyraźnie zaciekawieni nami, bo słyszeli, że między sobą rozmawiamy w innym języku.
Na szczęście angielski wystarczył, bo ani my nie znamy kazachskiego czy rosyjskiego, ani oni polskiego.
Tuż obok trafiliśmy jeszcze do firmowego sklepu ze słodyczami Rakhat to istny raj dla Małolaty i dla nas zresztą też. Kolorowe cukierki na wagę, czekolady i zapasy słodkości, które spokojnie starczyły po powrocie do domu.
Wieczór zakończyliśmy kolacją w jednej z popularnych i polecanych restauracji Navat przy Alei Dostyk a tam kolejne tradycyjne dania i pokazy tańców ludowych w tle. A potem już tylko hotel, krótki odpoczynek i poranny lot do domu.
Tak właśnie wyglądała nasza prawie dwudniowa przygoda w Almaty, intensywna, różnorodna i pełna momentów, które zostaną z nami na długo.
Co warto zobaczyć i zrobić w Almaty i okolicy (nawet mając mało czasu)
Choć my w Almaty byliśmy tylko przelotem, to już po pierwszym dniu było jasne jedno: to miasto ma znacznie więcej do zaoferowania niż da się zobaczyć w jeden dzień. Jeśli więc ktoś planuje dłuższy pobyt (albo chociaż dobrze zaplanowaną przesiadkę), warto rozważyć kilka dodatkowych miejsc.
Medeu i Shymbulak
To absolutny numer jeden. Nawet jeśli nie jeździcie na nartach, sam wjazd gondolą wysoko w góry Tienszan to atrakcja sama w sobie. Widoki są spektakularne, infrastruktura bardzo dobra, a dzieciaki nawet te młodsze mają tu efekt „wow” od pierwszych minut. Zimą dochodzi jeszcze świąteczny, alpejski klimat, a latem wszystko podobno wygląda zupełnie inaczej, bardziej zielono i łagodnie.
Katedra Zenkowa (Zenkov Cathedral)
Jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Almaty. Drewniana cerkiew, zbudowana na początku XX wieku, bez użycia gwoździ i odporna na trzęsienia ziemi. Nawet jeśli nie jesteście fanami zwiedzania świątyń, warto tu zajrzeć choć na chwilę – zwłaszcza wieczorem, gdy cała okolica jest podświetlona, a zimą dochodzi lodowisko i świąteczne dekoracje.
Park Panfiłowa
Duży, zielony park wokół katedry, idealny na spacer z dzieckiem. Latem pełen życia, zimą zamienia się w klimatyczne, spokojniejsze miejsce. Dobra przestrzeń na chwilę oddechu po intensywnym zwiedzaniu miasta.
Zielony Bazar (Green Bazaar)
Choć nam za pierwszym razem się nie udało, to to miejsce zdecydowanie warto wpisać na listę. To klasyczny azjatycki bazar: owoce, przyprawy, orzechy, lokalne sery, mięsa, słodycze i pamiątki. Idealne miejsce, żeby zobaczyć codzienne życie mieszkańców i spróbować lokalnych smaków. Jeśli ktoś ma więcej czasu w Almaty to obowiązkowy punkt programu.
Rakhat czyli kazachska czekoladowa legenda
Dla rodzin z dziećmi to wręcz punkt strategiczny Sklepy firmowe Rakhat to raj dla małych (i dużych) łasuchów. Czekolady, cukierki na wagę, klasyczne smaki znane jeszcze z czasów ZSRR i świetne pamiątki z podróży. Jeśli macie ograniczony czas, a chcecie przywieźć coś „lokalnego” – to bardzo dobry wybór.
Restauracje z lokalną kuchnią
Jeśli chodzi o jedzenie, Almaty naprawdę potrafią zaskoczyć. Warto zajrzeć do:
AUYL położona niedaleko stacji Medeu oferująca doświadczenia tradycyjnej kuchni w nowoczesnym wydaniu i świetnej atmosfery,
Navat przy Alei Dostyk w centrum miasta, tutaj bardziej restauracyjnie, z dużym menu i często z występami artystycznymi. To fajna opcja również z dziećmi, bo jest kolorowo, przestronnie i nie ma sztywnej atmosfery.
Dla tych, którzy mają więcej czasu
Kok-Tobe Hill – punkt widokowy nad miastem,
Big Almaty Lake – górskie jezioro o niesamowitym kolorze wody,
jednodniowe wycieczki w góry Tienszan, idealne nawet dla rodzin, jeśli dobrze zaplanowane.
Krótko mówiąc: Almaty świetnie sprawdzają się zarówno na szybki city break, jak i na dłuższy pobyt.
My zobaczyliśmy tylko wycinek, ale wystarczający, żeby wiedzieć, że to miasto zdecydowanie zasługuje na więcej niż jeden dzień „przy okazji”.
Podsumowanie czyli Almaty które miały być tylko przesiadką
Almaty miały być dla nas tylko krótkim przystankiem w drodze do Tajlandii. Miejscem, w którym prześpimy się po długim locie, zjemy śniadanie i polecimy dalej. Tymczasem okazało się, że Kazachstan zaskoczył nas bardziej niż niejeden „wymarzony” kierunek podróży. W ciągu niespełna dwóch dni zobaczyliśmy potężne góry Tienszan, wjechaliśmy kolejką wysoko ponad miasto, poczuliśmy zimowy klimat Azji Centralnej, spróbowaliśmy lokalnych potraw (także tych bardzo nietypowych), a Małolata odkryła, że kazachskie słodycze smakują równie dobrze jak te z Europy. Do tego spotkanie z Anastazją, dziewczyną o Polskich korzeniach mieszkającą w Kazachstanie, które przypomniało nam, że podróże to nie tylko miejsca, ale przede wszystkim ludzie i ich historie.
Czy Almaty nadają się na rodzinny wyjazd?
Zdecydowanie tak. Nawet na krótko, nawet „przy okazji”. To miasto jest bezpieczne, ciekawe, różnorodne i daje ogromne możliwości, zarówno na aktywny dzień w górach, jak i spokojne spacery po mieście. A jeśli macie więcej czasu niż my, to spokojnie da się tu zaplanować kilkudniowy pobyt bez nudy.
My wyjechaliśmy stamtąd z poczuciem niedosytu i z myślą, że kiedyś chętnie wrócimy, już nie tylko na przesiadkę, ale specjalnie po to, żeby lepiej poznać Kazachstan. Bo są takie miejsca, które nie krzyczą „przyjedź” z witryn biur turystycznych, ale kiedy już się tam znajdziesz, zostają w głowie na długo. Jeśli więc kiedyś staniecie przed wyborem: szybka przesiadka czy dzień (albo dwa) w Almaty to bierzcie Almaty. My nie żałujemy ani jednej godziny.
