Llanberis i Llyn Padarn w Walii. góry, jeziora i zamek z Wiedźmina
Każdy, kto mieszka w Wielkiej Brytanii trochę dłużej, dobrze wie, że prawdziwie gorące weekendy tutaj to niemal wydarzenie narodowe. Na co dzień pogoda potrafi zmieniać się kilka razy w ciągu godziny, lato bywa bardziej „umiarkowane” niż upalne, a człowiek często wychodzi z domu z kurtką „na wszelki wypadek”.
Ale ten weekend zapowiadał się zupełnie inaczej. Temperatury miały dobić do poziomu, przy którym Brytyjczycy masowo wyciągają grille, dmuchane flamingi i ruszają nad wodę.
My najpierw myśleliśmy o morzu. Problem był tylko jeden. Wiedzieliśmy, że przy takiej pogodzie pół kraju będzie miało dokładnie ten sam pomysł. Plaże, parkingi i promenady pewnie byłyby zapchane od rana.
Zaczęliśmy więc szukać miejsca, gdzie dalej można poczuć wakacyjny klimat, ale trochę spokojniej i bardziej „po naszemu”. I wtedy padło na Llanberis i jezioro Llyn Padarn w Parc Padarn.
I szczerze? To był naprawdę dobry wybór.
Dojechaliśmy rano, jeszcze zanim największe tłumy zdążyły opanować okolicę. Kilka godzin później wszystkie parkingi wokół jeziora były już praktycznie pełne, a nad wodą zrobił się totalny wakacyjny klimat.
Ludzie pływali w jeziorze, dzieci biegały po kamienistej plaży, wszędzie było pełno kajaków, paddleboardów i osób korzystających z pogody, która w Wielkiej Brytanii pojawia się czasem dosłownie na kilka dni w roku.
My tym razem ograniczyliśmy się tylko do moczenia nóg, bo plan był trochę inny. Chcieliśmy zrobić spacer wokół jeziora Llyn Padarn i dojść do Dolbadarn Castle, czyli średniowiecznego zamku, który podobno pojawił się w serialu The Witcher.
Według internetu cała trasa miała nam zająć około czterech godzin. Nam zajęła prawie siedem. Ale kiedy idzie się z dzieckiem przez takie widoki, trudno gdziekolwiek się spieszyć.
Były postoje nad wodą, rzucanie kamieni do jeziora, wspinanie się po pagórkach, masa zdjęć i oczywiście obowiązkowy piknik na kocu przy samej plaży na koniec dnia. Czyli dokładnie taki rodzinny dzień, jaki lubimy najbardziej.
O miejscu. Parc Padarn, Llyn Padarn i Dolbadarn Castle
Llanberis to jedna z najbardziej znanych miejscowości w północnej Walii i dla wielu osób prawdziwa brama do Parku Narodowego Eryri, wcześniej znanego jako Snowdonia.
Większość turystów przyjeżdża tutaj głównie z myślą o zdobyciu góry Snowdon, czyli najwyższego szczytu w Walii, ale szczerze? Nawet jeśli nie planujecie żadnych wielkich górskich wypraw, samo Llanberis i okolice jeziora Llyn Padarn są warte przyjazdu. Szczególnie dla rodzin z dziećmi.
Parc Padarn znajduje się praktycznie nad samym jeziorem Llyn Padarn i jest świetnym miejscem na spokojny spacer, piknik albo po prostu dzień nad wodą.
Samo jezioro jest ogromne i ma polodowcowe pochodzenie, a otaczające je góry robią naprawdę niesamowity klimat. W słoneczny dzień wygląda to momentami bardziej jak jakiś alpejski region niż typowa Wielka Brytania.
Spacerując wokół jeziora bardzo szybko można zauważyć, że to miejsce żyje nie tylko turystyką, ale też historią. Llanberis przez lata było mocno związane z przemysłem łupkowym. W okolicy działały jedne z największych kamieniołomów łupka na świecie, a dziś można odwiedzić między innymi National Slate Museum i zobaczyć, jak wyglądała kiedyś praca w walijskich kopalniach.
W wielu miejscach wokół jeziora nadal widać pozostałości dawnego przemysłu, które nadają temu miejscu bardzo charakterystyczny klimat.
Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów całej okolicy jest oczywiście Dolbadarn Castle, średniowieczny zamek stojący na wzgórzu z widokiem na jezioro Llyn Padarn i przełęcz Llanberis Pass.
Został zbudowany prawdopodobnie na początku XIII wieku przez Llywelyna Wielkiego, jednego z najważniejszych walijskich książąt. Zamek miał pilnować strategicznej drogi prowadzącej przez góry i jednocześnie symbolizować siłę walijskich władców.
Najbardziej charakterystyczna część zamku, czyli okrągła kamienna wieża, stoi tam do dziś i trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza kiedy spojrzy się z góry na jezioro i otaczające góry Eryri.
Nic dziwnego, że miejsce od lat przyciąga fotografów, filmowców i turystów szukających trochę bardziej „epickich” widoków niż zwykły spacerowy park.
Jezioro i ruiny zamku pojawiły się jako okolice rzeki Yaruga i północnych terenów Kontynentu. I szczerze? Kiedy stoi się tam na żywo, naprawdę łatwo zrozumieć, dlaczego wybrano akurat tę lokalizację. Mgła przewijająca się między górami, kamienne ruiny i ogromne jezioro tworzą klimat jak z filmu fantasy.
Nasza przygoda wokół Llyn Padarn
Internet oczywiście twierdził, że całość zajmuje około czterech godzin. Jak się później okazało, w wersji rodzinnej z sześciolatką, milionem postojów i ciągłym „zobaczmy jeszcze tam” zajęło nam to prawie siedem godzin i około 12 kilometrów spaceru.
Małolata już od początku spaceru informowała nas co jakiś czas, że jest zmęczona i że może jednak już czas na piknik.
Mimo tych wszystkich narzekań przeszła całą trasę sama i momentami miała więcej energii niż my. Trzeba było ją tylko co jakiś czas odpowiednio motywować obietnicą jedzenia albo kolejnego fajnego miejsca po drodze.
Kamienna wieża stojąca na wzgórzu z widokiem na jezioro wygląda naprawdę klimatycznie. Udało mi się też polatać trochę dronem kawałek dalej i dopiero z góry było widać, jak niesamowicie położony jest ten zamek.
Im dalej szliśmy, tym bardziej zmieniał się krajobraz. Chwilami spacer prowadził przez spokojne leśne ścieżki, chwilami przez bardziej górzyste fragmenty z dosyć stromymi podejściami, a miejscami szliśmy zwykłą asfaltową drogą. Trasa jest bardzo różnorodna i właśnie to sprawia, że praktycznie cały czas coś się dzieje.
W połowie spaceru trafiliśmy też na miejsce, które totalnie nas zaskoczyło. Gdzieś wysoko nad jeziorem stała mała zagroda, a obok niej odpoczywała ogromna włochata świnia wyglądająca tak, jakby kompletnie niczym się nie przejmowała.
Obok w klatce siedział kogut, który co chwilę bardzo głośno przypominał wszystkim o swoim istnieniu. Niby nic wielkiego, ale właśnie takie małe momenty najbardziej zapamiętuje się z rodzinnych wyjazdów.
Po drodze zatrzymaliśmy się też w restauracji Caffi Caban Cafe, gdzie zamówiliśmy dania dnia i deser. I to był zdecydowanie bardzo dobry pomysł, bo po kilku godzinach spaceru byliśmy już naprawdę głodni. Jedzenie zniknęło błyskawicznie.
Największe wrażenie zrobiły jednak na nas ruiny dawnych domków robotniczych w okolicach Dinorwig Slate Mine. Kamienne budynki ustawione jeden obok drugiego wzdłuż starej drogi wyglądały niesamowicie klimatycznie.
Dziś zostały z nich praktycznie same ściany bez dachów, ale miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Surowego, autentycznego i momentami wręcz trochę filmowego.
Cała okolica dawnego kamieniołomu robi ogromne wrażenie. Łupkowe skały, pozostałości starych budynków, dawne maszyny i świadomość, że kiedyś pracowały tutaj tysiące ludzi sprawiają, że spacer nabiera zupełnie innego klimatu.
To właśnie tam najmocniej poczuliśmy historię tego miejsca i chyba właśnie ten fragment trasy najbardziej zapadł nam w pamięć.
Na sam koniec wróciliśmy nad jezioro, wyciągnęliśmy z bagażnika turystyczną lodówkę i zrobiliśmy szybki piknik na kocu przy samej wodzie.
Były schłodzone napoje, milkshake’i, owoce, kabanosy, chipsy i rogaliki. Czyli klasyczny rodzinny miks piknikowego jedzenia. Po prawie siedmiu godzinach chodzenia smakowało dosłownie wszystko.
Kiedy wracaliśmy do domu, wszyscy byliśmy już konkretnie zmęczeni. Małolata zasnęła jeszcze w samochodzie i spała tak mocno, że po wniesieniu jej do domu nawet nie próbowaliśmy jej budzić. Taki mały „dzień dziecka”, bez wieczornego mycia. Za to następnego dnia wstała wypoczęta jak nigdy.
I chyba właśnie za to najbardziej lubimy takie dni. Człowiek wraca zmęczony fizycznie, ale głowa odpoczywa dużo bardziej niż po całym dniu siedzenia w domu. Tyle miejsc, widoków i wspólnych chwil sprawia, że taki dzień wydaje się dużo dłuższy i po prostu dobrze wykorzystany.
Co warto zobaczyć i zrobić w okolicy
Jeśli wybieracie się do Llanberis tylko na szybki spacer wokół jeziora, to od razu uprzedzamy, że może być ciężko skończyć tylko na tym. Okolica ma taki problem, że co chwilę pojawia się coś, przy czym człowiek mówi: „dobra, tylko jeszcze tutaj zajrzymy”. I później z kilku godzin robi się cały dzień.
Jednym z miejsc, które naprawdę warto zobaczyć, jest Dinorwig Slate Quarry. To właśnie tam znajdują się stare kamieniołomy łupku i pozostałości po dawnej działalności przemysłowej. Surowe krajobrazy, łupkowe skały, ruiny budynków i pozostałości dawnych maszyn tworzą niesamowity klimat.
To nie jest typowe miejsce z kolorowymi atrakcjami dla dzieci, ale ma w sobie coś, co bardzo wciąga. My sami potrafiliśmy zatrzymywać się tam co chwilę, żeby zrobić zdjęcie albo po prostu popatrzeć.
Dla rodzin z dziećmi ciekawym miejscem jest też National Slate Museum, gdzie można zobaczyć, jak wyglądało życie i praca ludzi związanych z wydobyciem łupku.
Jeżeli ktoś ma więcej energii niż my po 12 kilometrach spaceru, może wybrać się także na przejazd Llanberis Lake Railway.
To zabytkowa kolejka kursująca wzdłuż jeziora Llyn Padarn, z której można podziwiać widoki bez konieczności kolejnych kilometrów spaceru. Dla dzieci sama jazda małą kolejką często jest atrakcją większą niż niejeden punkt widokowy.
My akurat przechodziliśmy obok stacji i mieliśmy pecha albo szczęście, zależy jak na to spojrzeć, bo trafiliśmy dosłownie dzień przed rozpoczęciem kursowania kolejki. Na tablicy widniała informacja, że będzie otwarta od następnego dnia.
Tym razem więc odpuściliśmy tę atrakcję, ale przy takiej pogodzie i tak mieliśmy tyle innych rzeczy do zobaczenia, że nie było czasu na nudę.
Jeśli planujecie przejazd kolejką, warto wcześniej sprawdzić aktualne dni i godziny kursowania, żeby później nie zrobić sobie takiej samej niespodzianki jak my.
Jeśli lubicie widoki, to praktycznie cała okolica jest jednym wielkim punktem widokowym. Llanberis leży u stóp gór Eryri i już podczas zwykłego spaceru można trafić na miejsca, przy których człowiek automatycznie wyciąga telefon albo aparat.
I jeszcze jedna rada z naszego doświadczenia. Jeśli planujecie przyjazd podczas naprawdę ciepłego dnia, zostawcie sobie trochę czasu po spacerze. Samo jezioro Llyn Padarn potrafi skutecznie zatrzymać na dłużej.
Praktyczne informacje dla rodzin (parking, logistyka, wskazówki)
Llanberis i okolice Llyn Padarn to miejsce, które w słoneczny dzień potrafi przyciągnąć naprawdę ogromne ilości ludzi. I pierwsza rzecz, o której warto wiedzieć, zanim się tam przyjedzie, to parkingi.
Są płatne i w sezonie potrafią się szybko zapełniać. My sami płaciliśmy za parkowanie na jednym z większych parkingów w Llanberis i już rano było widać, że im później, tym trudniej znaleźć wolne miejsce.
Dlatego jeśli planujecie przyjazd w ciepły weekend albo w wakacje, najlepiej być na miejscu wcześnie rano. Po godzinie 10 robi się już wyraźnie tłoczno i znalezienie miejsca blisko jeziora może wymagać cierpliwości albo dodatkowego spaceru.
Jeśli chodzi o zaplecze, w okolicy nie brakuje podstawowej infrastruktury turystycznej. Są toalety publiczne w centrum Llanberis oraz w pobliżu jeziora, ale w najbardziej oblegane dni trzeba się liczyć z kolejkami. Warto mieć to z tyłu głowy, szczególnie podróżując z dziećmi.
Trasa wokół Llyn Padarn jest bardzo elastyczna i to jest jej duży plus. Można zrobić pełną pętlę, tak jak my, ale można też wybrać tylko fragment i nadal mieć piękne widoki bez długiego marszu.
W ciepłe dni bardzo przydaje się prowiant i napoje. My mieliśmy ze sobą turystyczną lodówkę w samochodzie, co było świetnym rozwiązaniem, bo po kilku godzinach spaceru zimne napoje i jedzenie smakują dwa razy lepiej.
W okolicy działa też kilka kawiarni i punktów gastronomicznych, więc można bez problemu zrobić sobie przerwę w trakcie trasy, zamiast nosić wszystko ze sobą.
Jeśli chodzi o ubiór, zdecydowanie warto postawić na wygodne buty. Nawierzchnia zmienia się w trakcie spaceru, od leśnych ścieżek, przez kamieniste fragmenty, aż po asfaltowe odcinki.
Warto również zabrać coś na zmianę dla dzieci, buty do wody lub kalosze, szczególnie jeśli planują moczenie nóg w jeziorze albo zabawy przy wodzie z kamienistym dnem.
Kilka słów na zakończenie
Choć Walia kojarzy się głównie z wymagającymi górskimi szlakami i zdobywaniem najwyższych szczytów, Llanberis udowadnia, że ma do zaoferowania o wiele więcej. Nasza siedmiogodzinna przygoda wokół Llyn Padarn była idealnym miksem relaksu, historii i aktywnego wypoczynku. Wróciliśmy zmęczeni, ale z „naładowanymi bateriami” i głową pełną genialnych wspomnień.
Więc jeśli pogoda w UK znowu Was pozytywnie zaskoczy, już wiecie, w który kierunek warto ustawić nawigację. Pamiętajcie tylko o jednej zasadzie: wyjedźcie z domu rano!
